poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Obrazki vol.7

Dziś mało gadania, sporo do oglądania, czyli większa część kwietnia na zdjęciach.

1. Jak zwykle, nie obyło się bez ulegania lakierowemu nałogowi oraz malowania paznokci :)

O lewej: Barry M Gelly Papaya, Essie Mint Candy Apple i Barry M Gelly Prickle Pear:




I dwa brokaty do kolekcji, czyli gold glitter od Barry M oraz circus confetti od Essence:

A tu moje pierwsze w życiu kropki na paznokciach, zrobione pod wpływem przepięknych wzorków Różowej Szpilki  :) Pod spodem Papaya, kropki to Prickle Pear :)


Tu cukierkowo - miętowo - więcej o tym we wpisie TUTAJ

Nie pamiętam, co jest pod spodem (wygląda to trochę jak OPI You're Such a Budapest, ale głowy za to nie dam), na to Glorious Aquarius od Essence. 
Ten koralowy mani też już pokazywałam z bliska TUTAJ 


2. W kwietniu było też namiętne oglądanie:

- powrót po latach (i nadal Twin Peaks jest jednym z najbardziej wciągających seriali, jakie kiedykolwiek widziałam!) Uwielbiam Agenta Coopera!!!


- Doktor Who, czyli coś co ja i moje wewnętrzne dziecko kochamy absolutnie bezkrytycznie:


- Hannibal, czyli nowość, która z jednej strony przyciąga mnie jak ogień ćmę, a z drugiej z odcinka na odcinek coraz bardziej boję się to oglądać:



- oraz serial, z którym mam tzw. "love-hate relationship", czyli "Girls" - właśnie udało mi się go znowu przedawkować, więc obecnie jestem w fazie "nie cierpię Hanny i nie mam pojęcia, po jaką cholerę to oglądam". Dla mnie to taka młodsza i hipsterska wersja "Seksu w wielkim mieście" - albo raczej SATC w krzywym zwierciadle, bo tutaj nic nie jest ani trochę "glamorous" :)


3. Jak na książkowego freaka przystało, nie zabrakło różnych lektur - poniżej widać, że mam dość eklektyczny gust (delikatnie mówiąc) :)


Przyznam się, że z Zafonem nie było łatwo - mniej więcej do połowy (a to ponad sześciuset stronicowa cegła!) walczyłam ze sobą, bo raz mi się całkiem podobało, a chwilę potem stwierdzałam, że jednak szkoda mi na to czasu. W pewnym momencie jednak dałam się wciągnąć w tę dziwną opowieść i aż do końca chłonęłam ją z przyjemnością. 

Nowy Eugenides czeka na nocnym stoliku - bardzo jestem go ciekawa, bo zarówno "Przekleństwa niewinności" jak i "Middlesex" bardzo mi się podobały!


4. Było też oczywiście trochę jedzenia :)

Ulubiony moment w ciągu dnia, czyli kawa i coś słodkiego :) 

Uwielbiam maki! 
To połączenie chyba smakuje mi najbardziej ze wszystkich: wanilia z kawałkami ciasteczek i karmelem: 
5. I spacerów:



6. Oraz parę kosmetycznych zachwytów:

Uwielbiam te perfumy - mogę spokojnie powiedzieć, że to jeden z tych zapachów, na które czekałam całe swoje życie :) Ubolewam jedynie, że to edycja limitowana, ale na szczęście wersja standardowa też mi się podoba...

Zdecydowanie najlepszy zmywacz jaki miałam - minusem jest dostępność - albo to ja mam takie problemy ze znalezieniem go stacjonarnie...


Kolejne masełko Revlona, tym razem w najmocniejszym kolorze, czyli Apple Candy :)

I niekosmetycznie, ale pachnąco - francuska naturalna świeca o zapachu figi - cudo (chociaż chwilowo jestem zmuszona do świeczkowej abstynencji, ze względów zdrowotnych).

Ufff, trochę Was zarzuciłam fotkami, a jeśli chcecie być bardziej na bieżąco, to zapraszam na instagram, gdzie jestem jako jeanie_n

Miłego popołudnia, kochani! 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Cukierkowo - NOTD

Coś ostatnio zrobiło się u mnie głównie paznokciowo, co oczywiście nie znaczy, że tak zostanie :)

Ale ponieważ znowu mnie naszło na wiosenne kolory, to czemu nie? 

Przy okazji właśnie naszła mnie refleksja, że jak na osobę, która naprawdę bardzo rzadko nosi takie odcienie, mam ich w swoich zbiorach całkiem sporo - lada moment do tej gromadki dojdzie jeszcze Essie Mint Candy Apple, który już kiedyś miałam i posłałam w świat przekonana, że to nie mój kolor - no, a niedawno stwierdziłam (ach, ta konsekwencja!), że jednak stęskniłam się za nim i zamówiłam go ponownie :)

No, ale dziś jeszcze wersja bez Essie, czyli "paznokciowych cukierków" (bo z tym mi się kojarzy taki manicure) ciąg dalszy :)

Po pierwsze - spróbujcie zignorować stan moich skórek, które wprawdzie wyglądają, jakby wołały o pomstę do nieba, ale wierzcie mi - chwilowo wyglądają tak bez względu na to, co i jak często z nimi robię, więc uznaję to za okrutny sabotaż z ich strony i staram się przejść nad tym do porządku dziennego :) 

A na paznokciach prezentują się:
Max Factor Cool Jade (kciuk + mały palec)
Barry M Blue Moon (wskazujący)
Miss Sporty nr 14 (środkowy)
Wibo Express Growth nr 158 (serdeczny)


Powiem tak - efekt jest całkiem fajny (dla mnie), natomiast jeśli ktoś chciałby go odwzorować u siebie, to z zaprezentowanej grupy polecam jedynie Max Factora oraz Barry M (który wprawdzie przez swoją wodnistą konsystencję jest dość wymagającym lakierem, ale powiedzmy, że efekt jest wart poćwiczenia cierpliwości). 

Natomiast pozostałe dwie buteleczki nie wylądowały jeszcze w koszu wyłącznie przez to, że w przypadku Miss Sporty podoba mi się kolor (ale jak znajdę gdzieś podobny, to nie ma zmiłuj, zwłaszcza, że trafił mi się egzemplarz z jakimś nierówno przyciętym pędzelkiem, więc możecie sobie wyobrazić tę "przyjemność" malowania), a na Wibo chyba po dzisiejszym dniu zostanie wydany wyrok - bo jak można zauważyć na zdjęciach, kolorem do złudzenia przypomina Blue Moon Barry M - jest od niego odrobinę (dosłownie jakby pół odcienia) bardziej rozbielony. 

Ciekawa jestem jak sprawdzi się Max Factor, bo to mój nowy nabytek - ten "jadeitowo-szmaragdowy" odcień tak mnie zauroczył, że postanowiłam się skusić na coś, co zdecydowanie odbiega od noszonych przeze mnie na ogół kolorów.

Podoba się Wam, czy za pstrokato?  :)

Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...