Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herbata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herbata. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 czerwca 2014

Chciałabym, chciała, czyli Wishlist vol.4

Ostatnia chciejlista pojawiła się na blogu dość dawno temu, bo jeszcze w październiku (TUTAJ możecie sobie ją zobaczyć) i nawet udało mi się z niej zrealizować większość rzeczy, dlatego czas na odsłonę wiosenno-letnią :) Poza tym wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny, a to jest świetny sposób na uporządkowanie tego, co mi chodzi po głowie i z czego bym się ucieszyła. 

Jak zwykle, lista jest przemyślana i nie ma na niej rzeczy przypadkowych, ani takich, które wpadły mi do głowy w ostatniej chwili. 

1. Zielona herbata NUTE z maliną i tymiankiem - dla takiej herbaciary jak ja, pozycja obowiązkowa, a tej jeszcze nie piłam. No i oczywiście nie zapominajmy o pięknym opakowaniu :) zdjęcie STĄD

2. Dawno już nie kupowałam nowej torby (co wcześniej mi się nie zdarzało), więc może pora na zmianę i przepakowanie się? Ta na zdjęciu STĄD - jest idealnie w moim stylu - duża, pakowna, niezobowiązująca i szara!

3.  Wiadomo, że kubek (a nawet dwa) MUSIAŁ się tu pojawić :) Ten w błękitne dmuchawce "chodzi" za mną już od dłuższego czasu - jest STĄD 

4. Świece zapachowe to kolejna rzecz, którą lubię i namiętnie kupuję - te z serii Les Lumieres du Temps są wykonane z naturalnych składników i nie podrażniają (a to ważne, jeśli pali się ich sporo) i mają fantastyczne zapachy! Ja jestem leciutko uzależniona od aromatu FIGI. STĄD 

5. Skoro jesteśmy przy świecach, to jedną od Pat&Rub (zimową) już miałam i była całkiem ok, ale to ta z melisą, goździkiem i cytryną teraz bardziej do mnie przemawia. Można ją znaleźć m.in. TUTAJ 

6. Ponieważ preferuję biżuterię minimalistyczną, ten srebrno-złoty naszyjnik bardzo do mnie przemówił! Jest od polskiego projektanta Bello Design i można go znaleźć TUTAJ 

7. Pora na coś dla ducha :) Wprawdzie od jakiegoś czasu czytam głównie na Kindlu, ale niektóre pozycje chciałabym mieć w wersji klasycznej, papierowej. A rozmowy o języku w wykonaniu panów Bralczyka, Miodka i Markowskiego zdecydowanie należą do tej kategorii. Do dostania m.in. TUTAJ 

8. Szukam właśnie wygodnych, czarnych i skórzanych sandałów, ponieważ moje stopy zdecydowanie odmawiają współpracy z butami, które są wykonane z innych materiałów. Te konkretne są od VAGABOND i bardzo mi się podobają (ale cena nieco mniej), może się okazać, że skończę z jakąś bardziej ekonomiczną wersją :) Fotka STĄD 

9. Wspominałam o kubkach, więc bez specjalnego zaskoczenia pokazuję kolejny - te z kolekcji Keitha Brymera Jonesa ze słowami prześladują mnie już długo, a najtrudniej chyba było wybrać najbliższe mi hasło - padło na "Drama Queen" - kto mnie zna, ten wie, czemu :D Inne też są świetne! Zwł. seria herbaciano-grunge'owa! Można je dopaść TUTAJ 

10. No i "last, but not least", kolejna pozycja książkowa (chociaż raczej do oglądania, niż czytania) - bo jako wielbicielka Woody'ego Allena, mam na półce chyba wszystkie tytuły zarówno jego autorstwa, jak i o nim, wydane w Polsce. Oprócz tego oczywiście :) STĄD

No i tyle moich zachcianek, póki co. Zobaczymy jak się to będzie miało do urodzinowych prezentów oraz najbliższych zakupów. 

A Wam wpadło w oko coś fajnego ostatnio? A może kogoś zainspirowałam :)  

czwartek, 13 lutego 2014

Tea Time cz.4

Poprzednie odsłony tej mini-serii można było zobaczyć TU, TU i TU. Po kilku miesiącach nadeszła pora na małą aktualizację, jako że licho nie śpi, a wraz z nim również i moja herbatomania. Nieustannie bowiem szukam nowych smaków i producentów, przekopując się przez wpisy na blogach, oferty sklepów, Instagram i wiele innych stron w poszukiwaniu herbacianych inspiracji.

Kiedy uda mi się znaleźć smak, który mnie zaciekawi, a ponadto herbata spełnia jeszcze kilka innych warunków (najlepiej jeśli jest ziołowa, lub zielona, organiczna, albo ma w sobie dodatek lawendy), wówczas jest spora szansa, że się na nią skuszę. W ten oto sposób moja kolekcja powiększyła się w ciągu ostatnich miesięcy o następujące produkty: 


1. Herbaty ziołowe amerykańskiej firmy Celestial Seasonings kusiły mnie od jakiegoś czasu i w końcu zdecydowałam się zamówić kilka rodzajów na spróbowanie. Z trzech smaków najbardziej do gustu przypadła mi wersja śliwkowa oraz waniliowa, ta pierniczkowa (z nazwy), po której wiele sobie obiecywałam, okazała się niczym specjalnym.


Jak widać na poniższych zdjęciach, ich skład jest bardzo zachęcający, chociaż oczywiście nazwa, a zawartość to jak często bywa - dwie różne rzeczy (w herbacie śliwkowej na pierwszym miejscu jest...hibiskus) :) 
Sugar Plum Spice, czyli moja ulubiona śliwka z przyprawami:


Sleepytime Vanilla, czyli uspokajająca przed snem wanilia:

oraz pierniczkowa Gingerbread Spice:

Wszystkie herbaty są bezkofeinowe, więc można je spokojnie pić o dowolnej porze, są także bezglutenowe i mają dość mocny, charakterystyczny słodki smak, więc jeśli ktoś lubi ciężkie, wytrawne napoje, to pewnie te powyższe mu nie posmakują. 

2. Następne w kolejności są te oto pudełeczka: 


O tym, że bardzo lubię Yogi Tea już wspominałam, poza tym mam sporą słabość do lawendy, więc wiadomo, że herbata z miodem i lawendą musiała się znaleźć w mojej szafce! 


Z kolei Breakfast in Paris firmy Stash urzekła mnie swoim opakowaniem. Smakowo i składowo przypomina Earl Greya z dodatkiem lawendy, którego udało mi się kiedyś upolować. 


Biała herbata z dodatkiem lawendy Tea of Life to ciekawostka dla miłośników białej herbaty :) Przyznam się, że ja się dopiero oswajam z tym smakiem, na razie mam mieszane uczucia (mówię ogólnie o białej herbacie, nie o tej konkretnej). Na pewno jest delikatna, a to dla mnie zawsze plus, bo bardzo nie lubię mocnych naparów. 


3. Na koniec zostawiłam dwie ciekawostki - mimo że na ogół pijam herbaty ziołowe lub zielone, lubię także Earl Grey i Chai Tea Latte. A ponieważ ciągnie mnie również do wszystkiego, co ma w sobie dynię, nie mogłam przejść obojętnie obok tego smaku :) 


Twinings Chai Pumpkin Spice to mój ulubieniec tej zimy - uwielbiam popijać ją z dodatkiem "mleka" roślinnego i delektować się jej korzenno-dyniowym aromatem i smakiem. Żałuję tylko, że ciężko ją zdobyć (moja przyleciała aż zza oceanu, bo nie mogłam jej znaleźć nigdzie bliżej :(). 

Z kolei rumiankowa teapigs to spełnienie mojej zachcianki z TEGO WPISU - Mikołaj wziął sobie do serca moją miłość do herbat z rumiankiem i dorzucił pod choinkę zestaw z całymi koszyczkami rumianku - muszę powiedzieć, że mimo dość wysokiej ceny, ta herbatka jest fantastyczna i naprawdę czuć różnicę w smaku! Oszczędzam ją sobie na specjalne okazje, kiedy naprawdę potrzebuję wyciszenia i mogę sobie ją zaparzyć w spokoju, żeby w pełni docenić jej smak :)  

Oczywiście herbat w mojej kolekcji jest o wiele więcej - są wśród nich takie, które uzupełniane są przeze mnie regularnie (jak np Pukka, od której jestem uzależniona), czy ziołowa i zielona herbata od Marks&Spencer. Inne zmieniają się co jakiś czas, zgodnie z tym, co napisałam na początku - ciągle poszukuję nowych smaków i kiedy odkrywam coś ciekawego, zostaję przy tym na dłużej, z kolei pozostałe smaki stają się ciekawymi, ale jednorazowymi przygodami. 

Jeśli macie do polecenia jakieś ciekawe herbaty, to wpiszcie je w komentarzach - będę wdzięczna! 

czwartek, 31 października 2013

Chciałabym, chciała, czyli Wishlist vol.3

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię tego typu posty u innych - lubię podglądać czyjeś marzenia (nawet te sprowadzone wyłącznie do materialnych zachcianek), czasem stają się one dla mnie inspiracją, czasem po prostu odkrywam dzięki nim rzeczy, o których może nawet nie słyszałam :) 

Od czasu do czasu będę tu wrzucać moje "chciejlisty" (wcześniejsze "edycje" pod innymi nazwami możecie znaleźć TUTAJ i TUTAJ) także dlatego, że jak zauważyłam, doskonale porządkują one moje "chciejstwo" i ukierunkowują mnie na rzeczy, które faktycznie mam chęć posiadać, a nie takie, które gdzieś tam impulsywnie wpadły mi na chwilę w oko i o których zapominam po 2 dniach. Z poprzednich list udało mi się zrealizować część (perfumy, buty i Kindle), część zawisła sobie w powietrzu czekając na lepsze czasy; a w międzyczasie pojawiły się nowe elementy. 

Aktualna lista jest bardzo starannie przemyślana (i jak widać - kolorystycznie monochromatyczna :)) i mam nadzieję, że uda mi się zrealizować większość punktów z niej. 


1. Sukienka Megan z firmy By Insomnia - na pewno w widocznym na zdjęciu kolorze szary melanż, ale chciałabym też czarną - to będzie pierwszy zakup i właśnie zaczęłam odkładać na nią pieniądze :)

2. Kubek Kalva z napisem "To będzie dobry dzień", może w wersji z piórkami - bo kocham kubki i już od pół roku nie mam szczęścia i za każdym razem, kiedy już prawie jest mój, Kalva odwołuje przyjazd do Wawy :(

3. Przepiękna bransoletka z wybranym przeze mnie słowem (niekoniecznie tym widocznym na zdjęciu) od US  - choruję na nią już długo, od pierwszego momentu, kiedy natknęłam się na nią gdzieś w sieci. Cudo!

4. Kubek (kolejny, wiem) tym razem od firmy for.rest, najchętniej zaprojektowany przeze mnie (już nawet mam w głowie moją wizję) - chociaż te gotowe też są fantastyczne!

5. Herbatka rumiankowa teapigs - bo mam nie takiego małego fioła na punkcie herbat (zwłaszcza ziołowych i organicznych). Koniecznie musi być to TA KONKRETNA, bo jest przygotowywana z najlepszych składników (ma w sobie całe koszyczki rumianku)  i podobno smakuje obłędnie...

6. Tak, wiem, że jestem nudna, ale kolejny kubek, tym razem z Muminkami (i to także musi być ten konkretny, bo podoba mi się najbardziej z całej serii) o nazwie Adventure - stąd :) No, po prostu jest uroczy i tyle w temacie :)

7. Drewniany jasny kalendarz klockowy - ten jest ze sklepu Scandiloft i jest idealny. Wiem, że to nie jest jakiś niezbędny do życia gadżet, ale choruję na niego tak długo, że już wiem, że nie spocznę, dopóki go nie kupię, więc cóż...

8. Hmmm, mam wprawdzie podejrzenie, że TO NIE JEST dobra książka, ale akurat w tym przypadku mój mózg rządzi się własnymi prawami i po prostu się na nią uparł :) Więc tak, chcę ją. What Would Audrey Do.

9. Pufa z Duki. Wiem, że były tańsze wersje z Biedronki i nawet oglądałam taką, ale sorry - tamta kompletnie mi się nie podobała. Fajne były jeszcze w Tchibo i ta też mogłaby być. Koniecznie szara, koniecznie duża. Rozmarzyłam się...

10. I lat but not least, przepięęęęęękna torba filcowa z Goshico , która wprawdzie na stronie funkcjonuje jako "podróżna", ale kto by się przejmował takimi drobiazgami :) Jest duża, jest szara i jest po prostu obłędna! I w ogóle mnie na nią nie stać :P

Oh my, teraz przydałby mi się jakiś wyjątkowo hojny Mikołaj...Bo grzeczna to ja ostatnio jestem aż do przesady :)

A Wy robicie takie listy? A jeśli robicie, to realizujecie je potem, czy raczej "idziecie na żywioł"?

sobota, 7 września 2013

Tea time cz.3, bo zawsze jest tea o'clock :)

Tadam, to znowu ja - jak widać, jestem niczym Hiszpańska Inkwizycja, której nikt się nie spodziewa :) 

Żeby nie było, że tylko narzekam albo znikam, tym razem dla równowagi będzie update moich herbacianych zbiorów. Ponieważ jak można było się przekonać TUTAJ i TUTAJ,  może źle obrałam ścieżkę kariery, bo powinnam raczej otworzyć swoją herbaciarnię i pewnie byłabym najszczęśliwsza, podtykając innym pod nos swoje ulubione mieszanki :)

Kawa jakoś nigdy nie przyprawiała mnie o takie emocje, chociaż nie jestem aż tak radykalna w swoich upodobaniach, żeby twierdzić, że u mnie to tylko herbata i nic poza tym - nie, kawę też lubię i pijam, ale kiedy lato zaczyna ustępować jesieni, ja zaczynam krążyć po sklepach z herbatą :) Oczywiście mam swoje ustalone preferencje, które czasem się trochę zmieniają, ale generalnie najbardziej lubię organiczne herbaty ziołowe i zielone, niezbyt mocne. 
Szukam też ciekawych połączeń smakowych, uwielbiam klasycznego earl greya (ale pijam go z odrobiną mleka, a raczej "mleka", bo dolewam naprawdę troszeczkę tzw. "mleka ryżowego" lub owsianego, czasem sojowego, jako że zwykłego mleka unikam) i herbatę białą. Sporadycznie zdarza mi się zaszaleć z czarną, ale wówczas na ogół wybieram coś smakowego lub mocno aromatyzowanego. 

Dosyć gadania, przedstawiam Wam kilka względnie nowych nabytków :) I tak musiałam sobie dać mocno "po łapach", żeby nie popłynąć bardziej i teraz te, których nie kupiłam, zaczynają mi się śnić po nocach...

Na początek Yogi Tea, które podbiły moje serce gadżeciary maleńkim drobiazgiem, który za chwilę zobaczycie, a mianowicie dołączonym do każdej torebki (są wersje sypane i torebkowe) przesłaniem: 

No nic nie poradzę na to, że lecę na ładne opakowania i takie pierdółki :) 

Co do samych herbat, to uprzedzam lojalnie, że większość z nich ma dość ostry smak, więc ktoś, kto tak jak ja, woli słabe napary, powinien parzyć je uważnie i dość krótko, bo potem może mieć problem z drapiącym gardłem :) 

Ja wybrałam Zieloną Herbatę z Cytryną i Imbirem (ta najbardziej smakuje mojemu tacie, wielbicielowi imbiru w każdej postaci), uspokajającą CALMING (mój faworyt) z lipą, rumiankiem i dziką różą oraz rozgrzewającą na ciele i duszy HEART-WARMING z bazylią, skórką pomarańczową i chili (plus cynamon i inne przyprawy korzenne). 


Skusiłam się także na kilka nowych dla mnie smaków:


Od lewej mamy angielską białą herbatę organiczną z kwiatem bzu z firmy The London Tea Company (oczywiście w bardzo estetycznym opakowaniu, a jakże), lawendowego (!) Earl Greya Twinings (i tu mała dygresja, ponieważ jak być może pamiętacie, mam lekkiego fioła na punkcie lawendy - uwielbiam jej zapach, wygląd, smak i właściwie wszystko, więc to było do przewidzenia, że połączenie słów "lawenda" i "herbata" podziała na mnie jak waleriana na większość kotów) - nie muszę dodawać, że pudełeczko też mnie zauroczyło? 
Na końcu prezentuje się dumnie piękny Rumianek z wanilią od Pukki - bardzo lubię ich herbaty, tylko czasem o nich po prostu zapominam (prawdopodobnie ze względu na słabą dostępność).

Na razie to tyle, teraz "choruję" na herbatki Tea Pigs (zwłaszcza rumiankową oraz miętowo-lukrecjową!), ale chwilowo trochę za bardzo powalają mnie swoją ceną, więc prawdopodobnie poczekają na odrobinę lepsze czasy...

A na koniec, jako bonus, wrzucam dla wszystkich pokrewnych herbacianych dusz, zdjęcie mojej niedomykającej się już szafki :) Te głębsze warstwy (bo na szczęście JEST dość głęboka) już Wam daruję :) 


A Wy, drogie herbaciarki / drodzy herbaciarze - macie jakieś ostatnie odkrycia, warte polecenia? Zawsze z przyjemnością zbieram nowe nazwy, żeby potem je testować na własnym przełyku :) 

czwartek, 22 listopada 2012

Tea time cz.2

O tym, że jestem herbacianym maniakiem, można się było przekonać choćby TUTAJ i TUTAJ

Kawę pijam niezbyt często, nie licząc śniadaniowej zbożowej (którą zresztą ciężko nazwać typową kawą :). 
W sklepie na półce kawa mnie raczej nie rusza. 

Co innego herbata. 

Przy półce z herbatami dostaję oczopląsu, ślinotoku i generalnie zaczynam wykazywać objawy zaawansowanego uzależnienia i często trzeba mnie odciągać od niej na siłę, tłumacząc mi, że;
a) nie mam już miejsca w szafce na nowe herbaty i dobrze byłoby najpierw wykończyć to, co już jest na stanie, 
b) jest bardzo prawdopodobne, że to, do czego się tak namiętnie ślinię, znajduje się już w wyżej wspomnianej szafce. 

Cóż, czasem ta argumentacja działa, a czasem nie. 

Najbardziej ze wszystkich lubię herbaty zielone i ziołowe. O Clipperze i M&S już wspominałam, teraz czas na moje ostatnie odkrycie. 

Herbat raczej rzadko szukam w aptece :) Ziołową serię Herbapolu znalazłam właściwie przez przypadek, ponieważ akurat buszowałam sobie po stronie Dbam o Zdrowie 

No i tak mi jakoś wskoczyła do koszyka jedna sztuka o wdzięcznej nazwie "Problemy skórne" (jak znalazł dla mnie) :))
A po przetestowaniu tejże, zgarnęłam jej trochę towarzystwa, żeby nie czuła się taka samotna...


Tak więc mam obecnie na składzie:
- Herbatkę na odporność z acerolą (bardzo smaczna, można ją pić raz dziennie, co zgodnie z zaleceniami czynię - z reguły po powrocie z pracy) - jej skład to: owoc dzikiej róży, owoc porzeczki, owoc aceroli, znamiona kukurydzy (cokolwiek to jest), wyciąg z pestek grejpfruta. Jak pisze producent - regularne picie herbatki zwiększa możliwości obronne, wzmacnia i regeneruje organizm.

- Dobry nastrój - dobór ziół (podejrzewam pokrzywę) sprawia, że smakowo jest dosyć paskudna, więc śmieję się, że dobry nastrój ma się po skończeniu jej picia :) 
Pełny skład to: owoc głogu, liśc melisy, liść pokrzywy, owoc guarany, korzeń żeń-szenia, liść rozmarynu, korzeń lubczyka oraz imbir - mieszanka ta ma dodawać wigoru, zapału do pracy i chęci życia. OBY.

- Stres - idealna dla mnie w obecnym momencie, ze składem: liść melisy, cynamon mielony, szyszki chmielu, owoc głogu, goździki mielone, gałka muszkatołowa mielona, który odpręża, relaksuje i wycisza organizm, a przede wszystkim ułatwia zasypianie i zapewnia długi i spokojny sen. Problemów ze snem raczej nie miewam, ale odstresowanie i relaks bardzo mi się przydadzą.

- H. fix Dla Gardła - jako jedynej jeszcze jej nie piłam. W składzie ma: kwiatostan lipy, koszyczek rumianku, ziele miodunki, owoc pigwy, ziele tymianku, skórkę jabłka, trawę cytrynową, kwiat dziewanny, premiks witaminowy zawierający witaminy: C, B1, B2, B6, B12, E, PP, biotynę, kwas pantotenowy, kwas foliowy. Ten zestaw ziół wpływa kojąco na gardło, przynosi ulgę w suchości oraz łagodzi podrażnienia gardła, a herbatka wzmacnia organizm, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Zostawiam ją na wszelki wypadek, gdyby moje gardło postanowiło się jednak zbuntować. 

- H. Alergofix - po ostatnich przejściach "skórnych", chwytam się wszystkiego, byle tylko moje problemy nie wróciły... Tu mamy: ziele fiołka trójbarwnego, ziele pokrzywy, skórkę jabłka, owoc dzikiej róży, ziele świetlika, kwiat lawendy, kwiat hibiskusa, kwiat malwy czarnej i wyciąg z pachnotki, a sama herbatka wspomaga łagodzenie objawów m.in. alergii pokarmowej, kontaktowej oraz alergii na pyłki roślin. 

Na zdjęcie zbiorowe nie załapały się wspomniane "Problemy skórne", więc poniżej dokładka - tę herbatkę można pić do 3 razy dziennie, co czynię z przyjemnością, bo jest całkiem smaczna. W jej składzie mamy ziele fiołka trójbarwnego, ziele pokrzywy, ziele mniszka, herbatę zielona i drożdże suszone. Działa ona wspomagająco w walce ze zmianami oraz problemami skórnymi. Korzystnie wpływa na trawienie oraz procesy oksydacyjne.


Wszystkie herbaty to typowe ziołowe napary, co oznacza, że należy parzyć je dłużej niż zwykłe torebki (ok. 10 minut). Mają także znacznie delikatniejszy smak, więc jeśli ktoś nie jest fanem ziół, to mogą nie przypaść mu do gustu. Ja lubię i pijam je ostatnio w naprawdę hurtowych ilościach :)
A do herbaty uwielbiam dodawać plasterek pomarańczy lub limonki (ja kupuję je w Leclercu, bo nigdzie indziej nie mogę na to trafić). I odrobinę miodu :)


Chyba w poprzednim wcieleniu byłam angielską lady, bo wychodzę z założenia, że "cup of tea" jest lekarstwem na wszelkie problemy. A jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi, don't you think? :)

sobota, 5 maja 2012

Tea time

Uprzedzam, że to będzie długi post :) 

Jestem herbaciarą. Nie należę jednak do żadnej z radykalnych frakcji pijących np wyłącznie zielone/czarne/sypane. Dla mnie herbata musi przede wszystkim dobrze smakować, a jeśli do tego jeszcze pięknie pachnie, to wpadam po uszy. 

Jako że z natury jestem leniwa, to chociaż doceniam dobrze zaparzonego "sypańca", na codzień preferuję torebki, zwłaszcza że dużo pijam w pracy, a tam nie chce mi się "bawić" w odmierzanie odpowiedniej ilości suszu i zaparzanie ich w specjalnym sitku. W domu jest różnie, ale odkąd odkryłam smaki, które przedstawię Wam poniżej, nie ukrywam, że herbaty sypane pozostawiam raczej na chwile, kiedy mam trochę więcej czasu i wiem, że mogę sobie spokojnie zasiąść na kanapie delektując się ich wyjątkowością. 

Do rzeczy jednak :) Złapałam się na tym, że lubię kupować seriami - tzn jeśli przypadnie mi do gustu dany smak, zaczynam krążyć wokół kolejnych tej samej firmy i tak oto tworzę swoje mini kolekcje :) 

Poniżej moi ulubieńcy z Marksa&Spencera, czyli seria naturalna. Oprócz smaku i aromatu (który pewnie nie każdemu będzie pasował, ale jak wiadomo - to kwestia gustu), posiadają one jeszcze tak urocze tekturkowe opakowania, że aż mam ochotę oprawić je potem w ramki i powiesić na ścianie.


A tu zbliżenie - od lewej CALMING, czyli napar z rumianku, limonki i lawendy - idealna na wieczór, bo wycisza i uspokaja, obok ROOIBOS&VANILLA - ja piję ją z reguły rano na śniadanie, z odrobiną mleka. Ma bardzo charakterystyczny smak i zapach, ale to wie pewnie każdy, kto choć raz miał do czynienia z Rooibosem - albo się ją lubi, albo nie znosi :)


Tu dwa pozostałe smaki, już trochę mniej ulubione (chociaż truskawowo-malinową nieźle mi się pije wiosną i latem), czyli od lewej cytryna, imbir i żeń-szeń - to moje kolejne podejście do imbiru- pijam ją z reguły zimą, przez rozsądek, dobrze rozgrzewa, ale nie mogę powiedzieć, żebym była jej wielką fanką; obok wspomniana truskawka z maliną :) 


Tu kolejna seria, czyli angielskie herbatki organiczne CLIPPER - są naprawdę świetne i w dodatku bywają w zwykłych sklepach. 
Od lewej DETOX, czyli mieszanka hibiskusa, pokrzywy i korzenia lukrecji - bardzo ją lubię, ale warto wiedzieć, że osoby z nadciśnieniem nie powinny przesadzać z ilością tej herbatki, chyba właśnie ze względu na tę lukrecję; w środku jest smak, który odpowiada mi chyba najbardziej ze wszystkich, a mianowicie zielona herbata z echinaceą o smaku cytrusów - wzmacnia ona układ odpornościowy i ogólnie jest pyszna; po prawej mamy natomiast czarną porzeczkę z jagodami acai (chociaż w składzie zdecydowanie więcej jest hibiskusa i dzikiej róży) - ma ona lekko kwaskowy, ale dosyć orzeźwiający smak (również zawiera lukrecję, więc nadciśnieniowcy - ta sama uwaga, co przy detoxie!).



Idziemy dalej. Te dwa pudełeczka to moje odkrycie z któregoś z supermarketów - szczerze powiedziawszy w życiu nie spodziewałam się, że zasmakują mi herbaty Dilmah, ale akurat te dwie konkretne osobiście polecam - jeśli ktoś lubi zapach i smak róży, to ROSE WITH FRENCH VANILLA urzeknie go na pewno, a zielona jaśminowa jest bardzo delikatna.


To jeszcze nie koniec :) Poniżej herbatka poziomkowa z żurawiną firmy Hyperica natura, znaleziona przeze mnie w sklepie ze zdrową żywnością. Najpierw zaryzykowałam i kupiłam tam herbatę zieloną z żurawiną (nie ma jej na zdjęciu, ponieważ piję ją namiętnie w pracy) i aktualnie kończę już drugie opakowanie, bo jej smak jest dla mnie idealny - naprawdę delikatny, bez żadnej goryczki, dlatego też przy kolejnych zakupach skusiłam się na poziomkę. Też smaczna - polecam zwłaszcza, jeśli ktoś lubi herbaty ziołowo-owocowe. Nie wykluczam kolejnych nabytków tego producenta, bo kolekcja smaków, z tego co zauważyłam, jest dosyć spora.


Na koniec zostawiłam moich dwóch ulubieńców, o których wspominałam na początku - są to herbaty sypane, bardzo aromatyczne i przepyszne - nie takie na codzień, tylko zdecydowanie na wyjątkowe chwile. 
Na dole różana LOV o absurdalnej i trochę za bardzo zaporowej jak dla mnie cenie (zdecydowanie opłaca się ją przywozić zza granicy, bo podobno tam kosztuje o jakąś połowę mniej!), na niej PARIS ze sklepu Five o'Clock, czyli czarna herbata z płatkami róży (chyba widać, do czego mam największą słabość :)) i chabru, z dodatkiem malin i listków jeżyn. Coś cudownego! Przy okazji wybaczcie ten mało artystyczny nieład w tle (a zwłaszcza słoiczek po suszonych pomidorach, który zaplątał się tam całkiem niespodziewanie :))


Dla tych, którzy dzielnie dobrnęli do końca, mam jeszcze mały "bonusik" w postaci herbatki z hibiskusa, o której przypomniałam sobie niedawno dzięki jednej z moich blogowych ulubienic, FreshLinenBlog. Kiedyś piłam ją chętnie (herbatkę, nie blogowiczkę :)), potem o niej zapomniałam (jak obok - o herbatce :), a ostatnio odkrywam właśnie nowy sposób jej parzenia - w dzbanku, z dodatkiem plasterków pomarańczy - polecam, bo jest świetna na upały! 


Na zdjęciach zabrakło jeszcze kilku smaków, w tym serii Bioactive (którą też dosyć lubię), a zwłaszcza Herbaty zielonej z owocem maliny i zielonej z owocem pigwy - obie są sypane i obie polecam!

czwartek, 26 kwietnia 2012

a tymczasem w pracy :)

A w pracy tea time, w ulubionej filiżance, dzięki której kilka razy dziennie staję się "kobietą z wąsem" :)




A herbata zielona z żurawiną - bardzo delikatna i smaczna!

Doładowuję w ten sposób akumulatory na zapas, bo po pracy mam zamiar w końcu skorzystać z 20% rabatu w Sephorze (może uda mi się kupić krem do twarzy Pat&Rub i ich świeczkę, na które się czaję od pewnego czasu).

A pogoda wiosenno-letnia! Pięknie jest...

Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...