Polska blogosfera kosmetyczna szaleje w Rossmanach, ponieważ jak już wszyscy zapewne wiedzą, trwa właśnie promocja -40% na całą kolorówkę, która umożliwia nabycie wszystkich tych barwnych pierdółek, o których marzyłyśmy, a które jakoś swoją ceną dotychczas nie bardzo zachęcały do kupna.
Jeśli chodzi o mnie i drogeryjną kolorówkę, to na ogół jestem po bezpiecznej stronie.
A to dlatego, że z różnych względów kupuję raczej rzadko, za to produkty nieco droższe, co zresztą można było sobie obejrzeć przy okazji Tagu pt. "Ile warta jest Twoja twarz?". Dlatego przyznam się, że nie czułam jakiegoś specjalnego podniecenia przy informacji o tych 40%.
Właściwie kusiły mnie tylko dwie rzeczy, które i tak chciałam prędzej czy później kupić.
Dzięki promocji zrobiłam to prędzej :) No i taniej :)
No dobra, w sumie wyszły trzy rzeczy :P
Szminki L'oreal Caresse chodziły za mną od dłuższego czasu, ale jakoś ciągle o nich zapominałam aż do kolejnego wpisu na
czyimś blogu, potem sobie zapisywałam w notesiku i ... znowu zapominałam
:)
Już na miejscu nie wiedziałam, który kolor wybrać, więc niewiele myśląc wzięłam dwa, które spodobały mi się najbardziej i wydają się pasować do mojej karnacji i koloru ust.
Numer 501 to Nude Ingenue, czyli lekki beż, natomiast 103 czyli Sweet Berry ładnie się stapia z moim naturalnym odcieniem ust, jednocześnie ładnie go podkreślając. Oba są delikatne, chociaż przyznam się, że kusiła mnie jeszcze mocna czerwień :)
Na dłoni poniżej widać jak delikatne są oba kolory. Z lewej (w sensie wyżej) 103, niżej z prawej 501.
Tu Sweet Berry na ustach. W rzeczywistości jest odrobinę ciemniejszy, ale naprawdę minimalnie, a ponieważ moje usta są naturalnie dość mocno napigmentowane, to efekt jest bardzo naturalny. I MNIEJ różowy :)
Poza szminkami skusiłam się na jeden z zachwalanych cieni L'oreal Infallible w kolorze 004 Forever Pink.
Jeszcze nie miałam okazji testować go na oku, ale po pierwszym kontakcie bardzo mi się podoba - jest delikatny, z połyskiem, ale na szczęście nie takim "dyskotekowym" i myślę, że będzie dobrze współpracował z innymi kolegami :)
A czemu moje Rossmanowe zakupy wyglądają tak skromnie?
Poniżej winowajcy, czyli moje ostatnie nabytki...
1. Zdecydowałam się wreszcie na magnetyczną paletę z Inglota, a przy okazji dorzuciłam do niej trzy cienie, które bardzo mi się spodobały na swatchach.
Nowe nabytki to nr 112,423 i 452. I tak, macowy Shroom ucierpiał poważnie podczas przekładania go do paletki...
2. A ta paletka śniła mi się już prawie po nocach i jakiś czas temu wreszcie uległam :)
Wybrałam dwójkę, ponieważ odcienie, choć podobne, są w niej chłodniejsze niż w Naked.
Maluję się nią codziennie (co zresztą chyba widać na zdjęciu :)) i póki co jestem zachwycona! Moi ulubieńcy do tej pory to: Bootycall, Snakebite, Suspect i Ydk.