Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melvita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melvita. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 sierpnia 2012

Nowości kosmetyczne. Głównie pielęgnacja.

Pogoda za oknem taka, że pożal się, Boże (chociaż jeśli mam być całkiem szczera, to wolę taką sierpniową "jesień" niż 30-stopniowy skwar), kończę urlop walką z moją tchawicą oraz uboższa o jedną ósemkę, dlatego też w ramach relaksu i oderwania myśli od tych mniej przyjemnych rzeczy, postanowiłam pokazać Wam moje ostatnie nabytki kosmetyczne :) 

Nie jest tego dużo, bo od jakiegoś czasu staram się kupować rzeczy, które naprawdę mi są potrzebne. 

No dobra, lub przydadzą się w jakiejś tam przyszłości :)

Tak więc zawitały do mnie takie oto nowości: 

1. Plasterki oczyszczające na nos Beauty Formulas. Wcześniej nie mogłam ich znaleźć i za namową sprzedawczyni, skusiłam się na inne, choć tej samej firmy, z których nie byłam w ogóle zadowolona, więc mam nadzieję, że te spełnią swoją rolę.

2. Coś, na co się czaiłam od dłuższego już czasu, czyli Serum FLAVO-C firmy Auriga. Na razie skusiłam się na tę wersję z 8% wit. C, ze względu na to, że z moją wrażliwą skórą nigdy nie wiadomo. Jeśli się sprawdzi, być może przetestuję wersję forte.


Na razie użyłam go zaledwie parę razy, więc nie wypowiadam się na temat działania, poza tym, że ma specyficzny zapach, do którego muszę się przyzwyczaić. Stosuję go pod krem, bo nie zauważyłam żadnego nawilżenia, ale wchłania się dobrze i moja skóra (tfu, tfu, odpukać!) wydaje się go lubić, bo po użyciu sprawia wrażenie lepiej napiętej.


Ponieważ wahałam się pomiędzy nim, a serum z firmy Lierac, poprosiłam o próbkę tego drugiego. Ma ono bowiem więcej składników i przy takiej skórze, jak moja, siłą rzeczy, jest większe prawdopodobieństwo uczulenia, dlatego przed ewentualnym kupnem, sprawdzę jak moja buzia na nie zareaguje. 
 

3. Jeśli chodzi o maseczki, to jestem potwornym leniwcem (tzn gwoli ścisłości jestem leniwcem ogólnie, nie tylko jeśli chodzi o maseczki :)), więc na ogół kuszę się na te już gotowe, do nałożenia na twarz. Nie znam firmy, ale sprawdzimy co to za cudo :)
 

Wprawdzie długi skład mnie trochę niepokoi, ale mam nadzieję, że uda mi się nie zrobić nią wielkiej krzywdy. I ten kasztanowiec mi się podoba :) Maseczka jest Made in Korea.


W moje ręce wpadły jeszcze trzy produkty, które są przykładem na to, jak uzależniające / inspirujące jest czytanie blogów :) 

Nissiax83 chwaliła kiedyś bardzo maskary firmy Cover Girl, więc wykorzystałam nadarzającą się okazję, zwłaszcza, że jest to produkt, który zmieniam często i jakoś do tej pory nie udało mi się trafić na ideał (ani na nic mu bliskiego). 

Moja nowa maskara to lashblast 24HR. Pierwszy plus za bezpieczne opakowanie, które gwarantuje  świeżość produktu. Minus za silikonową szczotę - być może są zwolenniczki takich szczoteczek, ale jak się okazuje, ja chyba do nich nie należę. Chociaż może się przyzwyczaję, bo za którymś razem jest łatwiej, tylko zauważyłam, że niestety maluję rzęsy dłużej niż zwykle. 

Co do samej maskary, to choć nie jest ona wodoodporna i zmywa się bez problemu moim standardowym preparatem do demakijażu oczu, to jestem w pozytywnym szoku, bo naprawdę mocno trzyma się na rzęsach! Ja należę do płaczek i czasem mam problemy w ciągu dnia z łzawieniem, natomiast przy tym tuszu nie zauważyłam ŻADNEGO rozmazywania, ani smug, ani kruszenia. Będę ją jeszcze testować, ale na razie muszę powiedzieć, że sprawuje się bardzo poprawnie :)


Tu zbliżenie na rzeczoną szczotę - jak dla mnie ma ona za krótkie "włoski".


Inną rzeczą podpatrzoną również u Nissix83 są przezroczyste słoneczka, czyli próbniki do lakierów. To przykład na to, ile radości może sprawić taka banalna rzecz :) Dzięki tym śmiesznie tanim gadżecikom udało mi się w końcu ogarnąć moją kolekcję lakierów, sprawdzić jakimi kolorami dysponuję, czego chcę się pozbyć (bo i takie się znalazły), co zostawiam, a co mam dokupić :)
Polecam, bo to bardzo praktyczna rzecz.



 I na koniec produkt zachwalany z kolei przez Nieesię25 i to w taki sposób, że spędziłam chyba ze dwa dni na poszukiwaniach najlepszego dostępu do niego. Okazało się niestety, że nie jest tak prosto i udało mi się go dopaść dopiero z pomocą rodziny z Francji. 

Mowa o Cudownej wodzie różanej z firmy Melvita, czyli Eau Extraordinaire Rose. Jest to coś w rodzaju bardzo delikatnego serum / żelu, który zawiera w sobie również kwas hialuronowy oraz oczywiście szereg wyciągów z róży damasceńskiej i cytryny. Ja używam go na ogół rano, po przemyciu twarzy, a potem ewentualnie nakładam krem, chociaż czasem nawet nie jest on już potrzebny, ponieważ ten produkt fantastycznie nawilża moją skórę. Ponieważ mam wersję mini, czyli 28 ml, to mimo jego wydajności, obawiam się, że na długo mi nie starczy, dlatego więc moje poszukiwania dojścia do Melvity trwają, bo jestem tym preparatem zachwycona. Wiem też, że są inne wersje (jakaś kwiatowa do cery mieszanej i bodajże pomarańczowa). 
 


I to już wszystkie moje zakupy. Tak jak pisałam na wstępie, nie szalałam jakoś specjalnie, nie ma też żadnej kolorówki (nie licząc tuszu), po prostu rozsądek górą :)

Aktualnie jestem w trakcie intensywnych poszukiwań dobrego kremu na noc. Waham się pomiędzy Lierac Mesolift (czyli z tej samej serii, co pokazywane wyżej serum), a moim ulubionym Nuxe (Nuxuriance) - z całą pewnością nie będzie to łatwa decyzja...
Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...