W moim poście o Moleskinach (kto nie czytał, może to nadrobić TUTAJ ) wspominałam, że lubię różne piśmiennicze gadżety - mam słabość generalnie do wszystkiego, co w jakikolwiek sposób wiąże się z pisaniem - w tym do wszelkich notesów, kalendarzy, brulionów, a nawet ołówków, piór, długopisów i diabli wiedzą czego jeszcze. Być może wynika to z tego, że od zawsze moim marzeniem było zostanie pisarką (oczywiście nie wykluczam, że kiedyś w końcu spełnię to marzenie, bo materiał "się tworzy" :))
Poza tym lubię ładne rzeczy (bardzo oryginalnie :)), a jak coś jest ładne i jeszcze do tego trochę w klimacie retro, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że zacznę się do tego ślinić :)
Nie inaczej było z kalendarzem pięcioletnim - zobaczyłam go najpierw na jakimś angielskim blogu, potem na kolejnym, już polskim i niestety przepadłam.
Już sam pomysł prowadzenia takiego notatnika mnie zaintrygował - idea polega na zapisywaniu kilku zdań, przemyśleń na temat każdego przeżytego dnia przez kolejne pięć lat - po tym okresie możemy notes przejrzeć i zobaczyć jak się zmienialiśmy, co w danym roku / miesiącu było dla nas ważne etc. Dla mnie osobiście to bardzo interesujące zadanie psychologiczne i nie ukrywam, że z chęcią obejrzę moje wyniki za pięć lat :)
Już sam pomysł prowadzenia takiego notatnika mnie zaintrygował - idea polega na zapisywaniu kilku zdań, przemyśleń na temat każdego przeżytego dnia przez kolejne pięć lat - po tym okresie możemy notes przejrzeć i zobaczyć jak się zmienialiśmy, co w danym roku / miesiącu było dla nas ważne etc. Dla mnie osobiście to bardzo interesujące zadanie psychologiczne i nie ukrywam, że z chęcią obejrzę moje wyniki za pięć lat :)
Na rynku (zwłaszcza polskim), kalendarze te nie są może najpopularniejsze, ale można znaleźć kilka rodzajów - większość z nich jest "otwarta" - tzn w zasadzie są to po prostu zeszyty, w których zapisujemy co nam przyjdzie do głowy - dlatego nie potrzebujemy nawet wydawać na nie pieniędzy, wystarczy zwykły notatnik, który przeznaczymy na ten cel.
A jednak mój kalendarz, który chcę Wam pokazać, trochę się różni od pozostałych i właśnie to mnie w nim ujęło :)
Tak wygląda z zewnątrz - twarda okładka, stylizowany jest na starą książkę, ze "złoconymi" bokami kartek.
W środku mamy standardowy podział na dni, jak to w kalendarzu. Z tym, że formuła roczna jest otwarta, tzn sami wybieramy moment, od którego zaczynamy zapisywać nasze przemyślenia - może to być dowolny dzień, niekoniecznie 1 stycznia.
I teraz najfajniejsze :) Ten konkretny model nazywa się Q&A, co oczywiście oznacza "Pytania i Odpowiedzi" i cała zabawa polega na tym, że przy każdym dniu mamy jedno pytanie, na które odpowiadamy (i tak przez pięć lat). Pytania są naprawdę bardzo różne, począwszy od ulubionego danego dnia koloru, przez informacje kiedy ostatni raz tańczyliśmy, aż po postanowienia na kolejny dzień.
Jak jest napisane na podsumowaniu, mamy 365 pytań i 1825 odpowiedzi w bardzo osobistej "kapsule czasu".
Oczywiście nie uważam, żeby był to przedmiot, bez którego nie da się żyć, raczej ciekawostka, ale jeśli ktoś tak jak ja lubi takie podsumowania (i obserwacje, bo to może być naprawdę interesujące), to myślę, że pomysł może mu przypaść do gustu.
Na koniec dodam jeszcze, że mój kalendarz kupiłam w brytyjskim Amazonie TUTAJ . Obecnie kosztuje ok. 8 funtów.
Lubicie takie gadżety, czy to raczej nie Wasze klimaty?