Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candles. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 sierpnia 2012

Na na na, na przekór prognozie :)

Och, to chyba jasne, że skoro zabrałam się za gromadzenie zapasów herbacianych i woskowych na jesień, to znaczy, że wracają upały? 

Mogłabym dorabiać sobie w wolnych chwilach jako "pogodynka au rebours", czyli na opak :) 

Tak więc nie wiem jak Wy, ale ja jestem przygotowana na chłodne wieczory, które zamierzam sobie umilać tym: 

 oraz tym:


PS No dobra, wiem, że wosk Drift Away jest może średnio jesienny, ale wystraszyłam się, że go wycofują, a bardzo lubię ten zapach, więc dorzuciłam go do reszty :)


poniedziałek, 2 lipca 2012

Pachnie mi....

Tak, jeśli ktokolwiek miał do tej pory jakieś wątpliwości, to po tym poście chyba będzie jasne, że od zapachów Yankee Candle można się uzależnić...

Nie chcę narzekać i kręcić nosem, bo wiem, że za pół roku taka pogoda jak teraz będzie już tylko pięknym wspomnieniem, ale naprawdę nie znoszę upałów, zwłaszcza kiedy muszę funkcjonować w mieście i jeszcze do tego przemieszczać się środkami komunikacji. 

Dlatego też w takie dni jak dziś staram się być dla siebie naprawdę dobra :) 

A tu naoczny efekt tego dnia dobroci: 


Tym razem skusiłam się na kilka nieznanych mi dotąd zapachów, ale są wśród nich i takie, które już wcześniej miałam / wąchałam.


W moje ręce wpadły więc:

- Drift Away (linia świeża)
- Garden Sweet Pea (linia kwiatowa)
- Bahama Breeze (linia owocowa)
- Beach Flowers (linia kwiatowa)


Dwa "czyste", białe zapachy:

- Soft Blanket oraz
- Baby Powder (oba z linii świeżej)



Kolejne cytrynki, czyli:

- Sicilian Lemon i ponownie
- Country Lemonade

Niestety zabrakło na stanie Sparkling Lemon, a bardzo chciałam mieć ten wosk u siebie :(


 Trochę słodyczy i ostrości, czyli linia owocowa w natarciu:
- Black Cherry

- Fruit Fusion
- Pink Dragon Fruit 
i
- Wild Passion Fruit





 A tu zaplątał się jeszcze Sun & Sand z linii świeżej.


Ponadto udało mi się zdobyć jeszcze dwa woski "Cherry Blossom", które są wycofywane, a ja bardzo lubię ten zapach, więc będę się mogła nim cieszyć chwilę dłużej. 
Nadal nie mogę się zdecydować na świeczkę, tzn już wiem, że chciałabym ich kilka, ale którą kupić jako pierwszą?? Chyba jednak zwycięzca zostanie wyłoniony z cytrusów, bo one jakoś najmocniej do mnie przemawiają. No, chyba że delikatny Sweet Pea okaże się "czarnym koniem" :) 

A tymczasem moje myśli od męczącego dnia i upału za oknem odciąga polecony mi przez pana w sklepie mix Country Lemonade i Black Cherry, w przepięknym kolorze świeżej krwi :) Rewelacja! 


sobota, 16 czerwca 2012

O, Yankee!

O tym, że zapachy amerykańskiej firmy Yankee Candle mają swój fanklub wśród blogerek wie chyba każdy, kto blogi czyta/ogląda. 
Ale wydaje mi się, że to coś więcej niż tylko nowa przejściowa moda. Ja np swoją przygodę z tymi zapachami zaczęłam daaawno temu przez zupełny przypadek - któraś z moich koleżanek pokazała mi ich wosk jako ciekawostkę, powąchałam i ... przepadłam :) I chyba tak to właśnie działa - kusimy się na jeden na próbę i nagle nie wiadomo kiedy, zaczyna się pachnące zbieractwo...

Tak było ze mną - od tamtej pory regularnie dokupuję nowe aromaty - na świeczkę się jeszcze nie zdecydowałam (głównie dlatego, że lubię zmieniać zapachy w zależności od pogody, humoru, pory roku etc.), ale myślę, że to tylko kwestia czasu :) Zwłaszcza, że ostatnio odkryłam stacjonarny sklep, w którym poza świeczkami są do nich przepiękne witrażowe klosze - tak więc jak tylko zdecyduję, który zapach wybrać, to będzie mój nowy nabytek do sypialni. 

A tymczasem powiększam swoją kolekcję wosków. 

I z dedykacją dla Agi :) pokazuję mój nowy kominek - miał być prosty, biały i ceramiczny. I taki właśnie jest :)







 Zbliżenie na wzorek: 



 Tym razem skusiłam się na Country Lemonade w dwóch odsłonach - wosk i sampler, bo to świetny zapach na ciepłe dni :) Dołączył do niego Lemon Lavender i nieco słodszy Pink Sands.




A to moje zapachy wiosny - Loves Me, Loves Me Not, czyli po prostu świeże stokrotki (dosłownie!) i bukiet wiosennych kwiatów Spring Bouquet - przepiękny, ale nie dusząco-słodki.



Na koniec jeszcze mała reklama - jeśli ktoś jest z Wawy i przed zakupem chciałby sobie w spokoju obwąchać zapachy, poradzić się i / lub po prostu miło pogawędzić o różnych pierdółkach do domu, to zachęcam do odwiedzenia sklepiku Świat Zapachów w podziemiach pod Rondem Dmowskiego. 

Na ich stronie www.swiatzapachow.pl  jest więcej informacji, a także oczywiście możliwość zakupów online. Polecam ich naprawdę szczerze, bo nie mam z tego tytułu żadnych profitów :) 

niedziela, 20 maja 2012

Nowe nabytki vol.2

Zgodnie z obietnicą, dziś druga, zdecydowanie krótsza (i mniej kosmetyczna) część moich najnowszych "zdobyczy". N

Na początek mini grupka, o której jakoś zapomniałam w poprzednim poście, czyli:
krem do twarzy z filtrem, dezodorant oraz świetnie znany wszystkim płyn micelarny do demakijażu Biodermy. Płynu używam od nie pamiętam już kiedy, moim zdaniem jest bardzo wydajny i skuteczny i nie zamierzam denerwować mojej twarzy i zmieniać go na nic innego; dezodorant - z tego co zaobserwowałam przez ostatnie trzy czy cztery dni - sprawdza się bardzo dobrze - nie podrażnia, ma delikatny, nieinwazyjny zapach i, co najważniejsze, działa :) Krem dziś będzie miał swoją premierę. 



To tyle z kosmetyków. 

Teraz coś dla ducha i węchu :) 



 Świeczki i woski Yankee Candle zna pewnie każdy - oczywiście, można narzekać na ich ceny etc., ale uważam, że te malutkie tarty, które są dostępne chyba we wszystkich możliwych kompozycjach zapachowych i które kosztują parę zł., do drogich nie należą, a w ten sposób możemy sprawdzić na własnym nosie, który zapach odpowiada nam na tyle, żeby ewentualnie zainwestować w droższą świecę. 

Najbardziej lubię zapachy świeże, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim (zimą wybieram raczej te ciepłe i otulające, z dodatkiem cynamonu, zapachu grzanego wina etc.) - tym razem wybrałam Coastal Waters (zaintrygowało mnie jak pachną wody przybrzeżne :)), wakacyjny Beach Walk, Garden Hideaway (mogę powiedzieć, że ten zapach już bardzo przypadł mi do gustu - jest naprawdę fajny i pozwala w wyobraźni przenieść się do pachnącego, ale nie duszącego ogrodu). 
Dodatkowo wybrałam Fluffy Towers, czyli zapach świeżo wypranego i wysuszonego na słońcu prania (sic!) oraz sampler Country Linen  - mam wrażenie, że jeśli tylko zapachy te nie okażą się słodko-duszące, to powinny przypaść mi do gustu. 




Skoro zapewniłam sobie ładny zapach w pomieszczeniu, postanowiłam zadbać również o odpowiednio relaksującą, ale przy tym niegłupią lekturę :) 

KMag kupiłam pierwszy raz i jeszcze nie bardzo wyrobiłam sobie o nim zdanie - na razie mogę powiedzieć, że w oczy rzuciły mi się dość interesujące sesje zdjęciowe i karta na 20% zniżki do H&M :) 

"Papermint" kupuję jakoś z rozpędu i sentymentu od kiedy zaczął się ukazywać, ale przyznam się, że z numeru na numer tracę do niego serce - ten konkretny numer jest dla mnie osobiście kompletnie nieinteresujący, w całym wydaniu znalazłabym może jeden ciekawy artykuł - szkoda pieniędzy. Z podobnej kategorii zdecydowanie wolę "Książki".

Natomiast chyba powoli staję się fanką "Coachingu' i zaczynam dojrzewać do prenumeraty tego naprawdę interesującego magazynu - to mój drugi kupiony numer i na razie jest bardzo ok! Oby tak dalej! 



 No dobrze, rzekłam, a teraz uciekam nacieszyć się piękną pogodą (najpierw szybka kawa) :)

Miłej niedzieli!




Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...