Tak, jeśli ktokolwiek miał do tej pory jakieś wątpliwości, to po tym poście chyba będzie jasne, że od zapachów Yankee Candle można się uzależnić...
Nie chcę narzekać i kręcić nosem, bo wiem, że za pół roku taka pogoda jak teraz będzie już tylko pięknym wspomnieniem, ale naprawdę nie znoszę upałów, zwłaszcza kiedy muszę funkcjonować w mieście i jeszcze do tego przemieszczać się środkami komunikacji.
Dlatego też w takie dni jak dziś staram się być dla siebie naprawdę dobra :)
A tu naoczny efekt tego dnia dobroci:
Tym razem skusiłam się na kilka nieznanych mi dotąd zapachów, ale są wśród nich i takie, które już wcześniej miałam / wąchałam.
W moje ręce wpadły więc:
-
Drift Away (linia świeża)
-
Garden Sweet Pea (linia kwiatowa)
-
Bahama Breeze (linia owocowa)
-
Beach Flowers (linia kwiatowa)
Dwa "czyste", białe zapachy:
-
Soft Blanket oraz
-
Baby Powder (oba z linii świeżej)
Kolejne cytrynki, czyli:
-
Sicilian Lemon i ponownie
-
Country Lemonade
Niestety zabrakło na stanie Sparkling Lemon, a bardzo chciałam mieć ten wosk u siebie :(
Trochę słodyczy i ostrości, czyli linia owocowa w natarciu:
-
Black Cherry
-
Fruit Fusion
-
Pink Dragon Fruit
i
-
Wild Passion Fruit
A tu zaplątał się jeszcze
Sun & Sand z linii świeżej.
Ponadto udało mi się zdobyć jeszcze dwa woski "Cherry Blossom", które są wycofywane, a ja bardzo lubię ten zapach, więc będę się mogła nim cieszyć chwilę dłużej.
Nadal nie mogę się zdecydować na świeczkę, tzn już wiem, że chciałabym
ich kilka, ale którą kupić jako pierwszą?? Chyba jednak zwycięzca
zostanie wyłoniony z cytrusów, bo one jakoś najmocniej do mnie
przemawiają. No, chyba że delikatny Sweet Pea okaże się "czarnym koniem"
:)
A tymczasem moje myśli od męczącego dnia i upału za oknem odciąga polecony mi przez pana w sklepie mix Country Lemonade i Black Cherry, w przepięknym kolorze świeżej krwi :) Rewelacja!