Poprzednie odsłony tej mini-serii można było zobaczyć TU, TU i TU. Po kilku miesiącach nadeszła pora na małą aktualizację, jako że licho nie śpi, a wraz z nim również i moja herbatomania. Nieustannie bowiem szukam nowych smaków i producentów, przekopując się przez wpisy na blogach, oferty sklepów, Instagram i wiele innych stron w poszukiwaniu herbacianych inspiracji.
Kiedy uda mi się znaleźć smak, który mnie zaciekawi, a ponadto herbata spełnia jeszcze kilka innych warunków (najlepiej jeśli jest ziołowa, lub zielona, organiczna, albo ma w sobie dodatek lawendy), wówczas jest spora szansa, że się na nią skuszę. W ten oto sposób moja kolekcja powiększyła się w ciągu ostatnich miesięcy o następujące produkty:
1. Herbaty ziołowe amerykańskiej firmy Celestial Seasonings kusiły mnie od jakiegoś czasu i w końcu zdecydowałam się zamówić kilka rodzajów na spróbowanie. Z trzech smaków najbardziej do gustu przypadła mi wersja śliwkowa oraz waniliowa, ta pierniczkowa (z nazwy), po której wiele sobie obiecywałam, okazała się niczym specjalnym.
Jak widać na poniższych zdjęciach, ich skład jest bardzo zachęcający, chociaż oczywiście nazwa, a zawartość to jak często bywa - dwie różne rzeczy (w herbacie śliwkowej na pierwszym miejscu jest...hibiskus) :)
Sugar Plum Spice, czyli moja ulubiona śliwka z przyprawami:
Sleepytime Vanilla, czyli uspokajająca przed snem wanilia:
oraz pierniczkowa Gingerbread Spice:
Wszystkie herbaty są bezkofeinowe, więc można je spokojnie pić o dowolnej porze, są także bezglutenowe i mają dość mocny, charakterystyczny słodki smak, więc jeśli ktoś lubi ciężkie, wytrawne napoje, to pewnie te powyższe mu nie posmakują.
2. Następne w kolejności są te oto pudełeczka:
O tym, że bardzo lubię Yogi Tea już wspominałam, poza tym mam sporą słabość do lawendy, więc wiadomo, że herbata z miodem i lawendą musiała się znaleźć w mojej szafce!
Z kolei Breakfast in Paris firmy Stash urzekła mnie swoim opakowaniem. Smakowo i składowo przypomina Earl Greya z dodatkiem lawendy, którego udało mi się kiedyś upolować.
Biała herbata z dodatkiem lawendy Tea of Life to ciekawostka dla miłośników białej herbaty :) Przyznam się, że ja się dopiero oswajam z tym smakiem, na razie mam mieszane uczucia (mówię ogólnie o białej herbacie, nie o tej konkretnej). Na pewno jest delikatna, a to dla mnie zawsze plus, bo bardzo nie lubię mocnych naparów.
3. Na koniec zostawiłam dwie ciekawostki - mimo że na ogół pijam herbaty ziołowe lub zielone, lubię także Earl Grey i Chai Tea Latte. A ponieważ ciągnie mnie również do wszystkiego, co ma w sobie dynię, nie mogłam przejść obojętnie obok tego smaku :)
Twinings Chai Pumpkin Spice to mój ulubieniec tej zimy - uwielbiam popijać ją z dodatkiem "mleka" roślinnego i delektować się jej korzenno-dyniowym aromatem i smakiem. Żałuję tylko, że ciężko ją zdobyć (moja przyleciała aż zza oceanu, bo nie mogłam jej znaleźć nigdzie bliżej :().
Z kolei rumiankowa teapigs to spełnienie mojej zachcianki z TEGO WPISU - Mikołaj wziął sobie do serca moją miłość do herbat z rumiankiem i dorzucił pod choinkę zestaw z całymi koszyczkami rumianku - muszę powiedzieć, że mimo dość wysokiej ceny, ta herbatka jest fantastyczna i naprawdę czuć różnicę w smaku! Oszczędzam ją sobie na specjalne okazje, kiedy naprawdę potrzebuję wyciszenia i mogę sobie ją zaparzyć w spokoju, żeby w pełni docenić jej smak :)
Oczywiście herbat w mojej kolekcji jest o wiele więcej - są wśród nich takie, które uzupełniane są przeze mnie regularnie (jak np Pukka, od której jestem uzależniona), czy ziołowa i zielona herbata od Marks&Spencer. Inne zmieniają się co jakiś czas, zgodnie z tym, co napisałam na początku - ciągle poszukuję nowych smaków i kiedy odkrywam coś ciekawego, zostaję przy tym na dłużej, z kolei pozostałe smaki stają się ciekawymi, ale jednorazowymi przygodami.
Jeśli macie do polecenia jakieś ciekawe herbaty, to wpiszcie je w komentarzach - będę wdzięczna!
