Jak wspominałam niedawno, kusiły mnie te buty, oj kusiły :) Za ponad 300 zł pewnie bym ich w końcu nie kupiła, bo po pierwsze mam już dwie pary mokasynów, a po drugie są zamszowe, czyli średnio praktyczne. A ja czasem bywam osobą praktyczną (a przynajmniej miewam niekiedy takie przebłyski)...
Ale w miniony weekend skorzystałam z 50%-owej przeceny w sklepie Schaffashoes (wiem, że nie cieszy się on zbyt dobrą opinią, zwłaszcza w środowisku blogerek modowych, ale ja osobiście nigdy nie miałam z nim żadnych problemów, a kilka par już tam w swoim życiu kupiłam).
Tak więc oto i one, moje nowe Pepiki :)
Mój aparat (choć go uwielbiam), niestety ma skłonność do przekłamywania kolorów - w rzeczywistości buty mają trochę mocniejszy, koralowy kolor :)
Na łopatki rozłożyła mnie ta indiańska wkładka, która wygląda jak wycięta z poncho :) Do kompletu brakuje mi tylko piór wplątanych we włosy (chociaż naszyjnik z piórkami mam, o taki, więc może jeszcze uda mi się wstrzelić w indiańskie trendy :))
Oczywiście na razie jest zdecydowanie za gorąco na testowanie ich w warunkach zewnętrznych, ale mam nadzieję, że przy 10 (lub 15) stopniach mniej będą się sprawowały idealnie :)
Na wszelki wypadek kupiłam do nich jedwab w sprayu firmy Kiwi, o którym czytałam niedawno na czyimś blogu (niestety nie pamiętam u kogo).
Jest on polecany dla osób, które mają wrażliwe stopy, skłonne do otarć (czyli jak znalazł dla mnie) - preparat ten ma zapobiegać takim nieprzyjemnościom. Mam nadzieję, że się sprawdzi, a ja na pewno będę dobrym testerem, bo obcierają mnie właściwie WSZYSTKIE buty, bez względu na to, czy nowe czy nie.
Kupiłam go w Rossmanie (w okolicach stoiska z artykułami do stóp, pumeksami, zmywaczami do paznokci etc.). Kosztował ok. 14 lub 15 zł.