Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gazety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gazety. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2012

Czytam, więc jestem :)

Mamy piątek i mamy jesień, a to połączenie oznacza, że moje życie towarzyskie powoli zaczyna hibernować, za to uaktywnia się mój introwertyzm - począwszy od końca lata niczym rasowy suseł spędzam coraz więcej czasu w domu, gromadząc wcześniej niezbędne zapasy. W ten sposób ładuję swoje akumulatory na kolejny stresujący tydzień - niestety moje życie zawodowe ostatnio mnie wykańcza, więc tylko w ten sposób jestem w stanie utrzymać względną równowagę psychiczną.

Dlatego dziś będzie poniekąd mini-powrót do źródeł, czyli kącik małego czytelnika :)

Magazyn Książki GW kupuję od samego początku, chociaż jego cykl wydawniczy jest dla mnie zagadką - niemniej jednak zawsze się cieszę, kiedy w końcu uda mi się go zdobyć, bo na ogół jest w nim sporo interesującego czytania. W tym wydaniu np. bardzo ciekawy wywiad z Salmanem Rushdie'm, artykuł o Susan Sonntag oraz rewelacyjna recenzja największej literackiej szmiry od czasu "Zmierzchu", czyli "50 twarzy Greya" - polecam wszystkim, których kuszą wszechobecne reklamy tego bełkotu - przeczytajcie najpierw tekst w "Książkach" - jest 100 razy lepszy od opisywanego "dzieła"!

Z kolei magazyn SLOW kupiłam pierwszy raz, bo jakoś tak zachęcająco na mnie zerkał z półki :) Na razie się nie wypowiadam, bo jeszcze nie miałam okazji się w niego "wgryźć", mogę tylko powiedzieć, że trochę waży, jest ładnie wydany i niestety dość drogi (ok. 15 zł), więc nie wiem, czy będę go kupować regularnie. Ale zobaczymy, jak mi się spodoba, to kto wie :)

Pozostali goście, to dwie książki z biblioteki - Tess Gerritsen, której thrillery są dla mnie idealną wręcz odskocznią od rzeczywistości i poza tym, że wieczorami czasem po trzy razy muszę sprawdzać zamki w drzwiach, to bawię się przy nich świetnie :)) No i mój ukochany Truman Capote - gdybym miała wybrać jednego ulubionego pisarza, to niewykluczone, że padłoby właśnie na tego pana. Moim skromnym zdaniem był to totalny literacki geniusz i ja z moimi malutkimi pisarskimi ciągotkami chowam się gdzieś w ciemnym kącie za każdym razem kiedy mam do czynienia z jego prozą. Uwielbiam go i jestem bardzo ciekawa tych esejów. 



Trzy pozostałe pozycje natomiast to nabytki własne. Ponieważ moje mieszkanie ma ograniczoną przestrzeń, już jakiś czas temu postanowiłam bardzo radykalnie ograniczyć zakupy książkowe. Nie ukrywam, że decyzję tę ułatwia mi świetnie zaopatrzona biblioteka, którą mam prawie pod nosem oraz sterty nieprzeczytanych jeszcze przeze mnie książek, walające się dosłownie WSZĘDZIE. Dlatego naprawdę rzadko coś ostatnio kupuję - to, co widzicie poniżej, to jeden z tych wyjątków :)

"Pochwała powolności" Carla Honore to taki bestseller "pod prąd" - zamiast bowiem motywować czytelnika do szybszego i intensywniejszego życia, autor skupia się na udowadnianiu, że często "wolniej znaczy lepiej i prawdziwiej" - bardzo przemawia do mnie "filozofia" Slow Life, więc kupuję to od razu, zwłaszcza że napisane jest fajnym, bezpretensjonalnym i przyjemnym językiem. 

Z kolei "Zorganizuj się!" Jennifer Ford Berry na pierwszy rzut oka może się wydawać takim negatywem powyższego, ponieważ dotyczy porządkowania wszelkich dziedzin życia - począwszy od mieszkania, po dokumenty aż po zwyczaje - jako urodzona bałaganiara często mam takie zrywy i potrzebuję motywacji do tego, aby nadać swojemu życiu przynajmniej pozory uporządkowania. I mam nadzieję, że ta książka mi chociaż trochę w tym pomoże :)



I w końcu "last but not least", czyli polecanka od Hexxany :) "Diary of a Wimpy Kid" - powieścio-komiks, niby dla nastolatków, ale już widzę, że mi się spodoba - specjalnie kupiłam wersję oryginalną, żeby mieć przynajmniej radochę, że jak rechoczę, to jednocześnie utrwalam sobie obce słownictwo :) Dzięki za polecankę :)


 A Wy czytacie teraz coś ciekawego?




niedziela, 15 lipca 2012

I'm easy like Sunday evening...

To była baaardzo leniwa niedziela :)

Zresztą większość z moich niedziel tym się charakteryzuje - tego dnia nie lubię spędzać w biegu, ani zmuszać się do robienia czegoś, na co nie mam ochoty. To taki mój dzień celebracji - wtedy delektuję się zarówno tym, co jem, piję, ale także nielicznymi aktywnościami, na które się decyduję, To MÓJ dzień :)

A oto, w kilku odsłonach, jak to dziś wyglądało:

1. Kawa, lektura (nowy numer "Coachingu", czyli jednej z nielicznych papierowych gazet, które lubię i który mnie jakoś motywuje do działania, więc staram się go kupować regularnie) i pyyyszne lody (może nawet za pyszne). 


Aktualnie "na tapecie" są Haagen Dazs o smaku czekoladowym z pralinami i karmelem - fajny smak, w którym słodycz czekolady jest złagodzona leciutko słonym (sic!) posmakiem pralinek :) Uwielbiam lody tej firmy, natomiast nie ukrywam, że ich cena jest powalająca, dlatego jadam je tylko od czasu do czasu i z reguły za każdym razem testuję nowy smak (teraz kusi mnie Strawberry Cheesecake).



2. Przy kawie świetnie nadrabia się zaległości blogowe :)



3. A na zakończenie weekendu relaksująca kąpiel...



...do której wrzuciłam pachnącą kulę (a właściwie jej ćwiartkę), kupioną jakiś czas temu chyba w Rossmanie: 


Dziś testowałam kulę o zapachu Milk&Honey - fajna jest :) 



Do tego świeczki, muzyka w tle i totalny błogostan osiągnięty. 



A potem film.Przy okazji może napiszę o nim więcej. Na razie mogę powiedzieć, że to niegłupia komedia, w sam raz na niedzielny wieczór :) Jeśli ktoś widział "Dwa dni w Paryżu", wie o czym mówię :)


Miłej końcówki weekendu! 

niedziela, 20 maja 2012

Nowe nabytki vol.2

Zgodnie z obietnicą, dziś druga, zdecydowanie krótsza (i mniej kosmetyczna) część moich najnowszych "zdobyczy". N

Na początek mini grupka, o której jakoś zapomniałam w poprzednim poście, czyli:
krem do twarzy z filtrem, dezodorant oraz świetnie znany wszystkim płyn micelarny do demakijażu Biodermy. Płynu używam od nie pamiętam już kiedy, moim zdaniem jest bardzo wydajny i skuteczny i nie zamierzam denerwować mojej twarzy i zmieniać go na nic innego; dezodorant - z tego co zaobserwowałam przez ostatnie trzy czy cztery dni - sprawdza się bardzo dobrze - nie podrażnia, ma delikatny, nieinwazyjny zapach i, co najważniejsze, działa :) Krem dziś będzie miał swoją premierę. 



To tyle z kosmetyków. 

Teraz coś dla ducha i węchu :) 



 Świeczki i woski Yankee Candle zna pewnie każdy - oczywiście, można narzekać na ich ceny etc., ale uważam, że te malutkie tarty, które są dostępne chyba we wszystkich możliwych kompozycjach zapachowych i które kosztują parę zł., do drogich nie należą, a w ten sposób możemy sprawdzić na własnym nosie, który zapach odpowiada nam na tyle, żeby ewentualnie zainwestować w droższą świecę. 

Najbardziej lubię zapachy świeże, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim (zimą wybieram raczej te ciepłe i otulające, z dodatkiem cynamonu, zapachu grzanego wina etc.) - tym razem wybrałam Coastal Waters (zaintrygowało mnie jak pachną wody przybrzeżne :)), wakacyjny Beach Walk, Garden Hideaway (mogę powiedzieć, że ten zapach już bardzo przypadł mi do gustu - jest naprawdę fajny i pozwala w wyobraźni przenieść się do pachnącego, ale nie duszącego ogrodu). 
Dodatkowo wybrałam Fluffy Towers, czyli zapach świeżo wypranego i wysuszonego na słońcu prania (sic!) oraz sampler Country Linen  - mam wrażenie, że jeśli tylko zapachy te nie okażą się słodko-duszące, to powinny przypaść mi do gustu. 




Skoro zapewniłam sobie ładny zapach w pomieszczeniu, postanowiłam zadbać również o odpowiednio relaksującą, ale przy tym niegłupią lekturę :) 

KMag kupiłam pierwszy raz i jeszcze nie bardzo wyrobiłam sobie o nim zdanie - na razie mogę powiedzieć, że w oczy rzuciły mi się dość interesujące sesje zdjęciowe i karta na 20% zniżki do H&M :) 

"Papermint" kupuję jakoś z rozpędu i sentymentu od kiedy zaczął się ukazywać, ale przyznam się, że z numeru na numer tracę do niego serce - ten konkretny numer jest dla mnie osobiście kompletnie nieinteresujący, w całym wydaniu znalazłabym może jeden ciekawy artykuł - szkoda pieniędzy. Z podobnej kategorii zdecydowanie wolę "Książki".

Natomiast chyba powoli staję się fanką "Coachingu' i zaczynam dojrzewać do prenumeraty tego naprawdę interesującego magazynu - to mój drugi kupiony numer i na razie jest bardzo ok! Oby tak dalej! 



 No dobrze, rzekłam, a teraz uciekam nacieszyć się piękną pogodą (najpierw szybka kawa) :)

Miłej niedzieli!




Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...