Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2020

#KSIĄŻKI Taka piękna katastrofa, czyli powrót blogerki marnotrawnej oraz o książce "Wyloguj swój mózg" - Anders Hansen

Tak, nie regulujcie odbiorników i nie przecierajcie oczu ze zdumienia. Wzrok was nie myli, najgorsza blogerka ever postanowiła dać znak życia :) 

Trzeba było "zaledwie" postawienia świata na głowie i kilkutygodniowej kwarantanny narodowej, żebym zdecydowała się na wybudzenie bloga z hibernacji. 

To, co rozgrywa się właśnie na naszych oczach i jak wyglądają pierwsze miesiące 2020, raczej nikomu nie mieściło się w głowie, kiedy w styczniu robiliśmy mniej lub bardziej ambitne listy "to do" i dokonywaliśmy podsumowań i życiowych przemyśleń. Ale cóż - jak wiadomo, życie ma to do siebie, że jak to najpiękniej na świecie ujął kiedyś Robert Burns:

Przemyślne plany i myszy, i ludzi
W gruzy się walą,
Nasze zapały zawód zwykle studzi
Zwątpienia stalą.

Oto więc jesteśmy pod koniec marca 2020, w samym środku szalejącej pandemii, odizolowani od świata i bliskich, skazani na siebie. Jedni znoszą to lepiej, inni gorzej. Dla introwertyków to w sumie chleb powszedni, bo i tak jesteśmy przyzwyczajeni do swojego towarzystwa i ładowania wewnętrznych baterii w samotności. Ci, którzy mają z tym problem i na co dzień gonią od jednego projektu i z jednej grupy do kolejnej, niespodziewanie zostali zmuszeni do konfrontacji z własnymi demonami, a jak wiadomo z innego słynnego cytatu (tym razem pana Nietzsche) - kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie... Najtrudniejsze w całej tej sytuacji (przynajmniej dla mnie) jest to, że nikt z nas nie wie, jak długo ona potrwa. 

Anyway, nie zamierzam tutaj rozwodzić się nad tym co, jak ani dlaczego, bo na to każdy z nas będzie odpowiadał sobie sam. Wróciłam, bo w całym szaleństwie dookoła potrzebuję znaleźć coś, co stworzy mi choćby pozory normalności, a cóż może się do tego nadawać lepiej od przykurzonego bloga? 

Tak więc witajcie ponownie, moi drodzy, którzy nie zapomnieliście :) Sprawdźmy na jak długo wystarczy mi zapału tym razem. 

A żeby nie było tak patetycznie i o niczym, mam dziś dla Was polecankę książkową. To się bowiem nie zmieniło i nadal uparcie podnoszę średnią krajową czytelnictwa. 

Będzie parę (hehe, taki żarcik) słów o książce bardzo aktualnej pt. "Wyloguj swój mózg" autorstwa szwedzkiego psychiatry Andersa Hansena. 


Przez pierwsze dwa rozdziały Hansen zapoznaje nas z trybem działania ludzkiego mózgu i tym, w jaki sposób my i nasze reakcje zostały ukształtowane przez ewolucję. 

"(...) jesteśmy wynikiem pozbawionego sensu i celu procesu zwanego ewolucją, który nie jest ani dobry ani zły i który nie chce nas ani uszczęśliwić, ani skrzywdzić. Jest podstawą życia na Ziemi i ma jeden cel: dostosować nas do otoczenia, w którym funkcjonujemy". 

I to jest nasz punkt wyjścia. Autor w naprawdę ciekawy i bardzo przystępny sposób opisuje nasze mechanizmy funkcjonowania i tłumaczy, że ogólnie rzecz biorąc, wiele współczesnych problemów bierze się stąd, że po prostu jesteśmy jako gatunek jeszcze nie "zsynchronizowani" z czasem, w którym żyjemy. Z punktu widzenia historii, cała nasza nowoczesność to przecież zaledwie jedno mrugnięcie oka, dlatego też nasz mózg obecnie zmaga się z problemami, które są dla niego całkiem nowe i do których jeszcze nie zdążył się przystosować, w dodatku korzystając z "wgranych" mu pierwotnie rozwiązań, które często sprawdzają się słabo lub wcale. 

Mamy więc obszerny fragment o odruchowych reakcjach, o emocjach (skąd się one biorą i do czego służą) i o stresie, który jako taki był znany człowiekowi od zawsze, ale nigdy wcześniej nasze organizmy nie miały do czynienia z takimi pokładami długotrwałego stresu, który sprawia, że "znajdujemy się nieustannie w gotowości do walki lub ucieczki, a w takiej sytuacji mózg odsuwa na dalszy plan wszelkie inne funkcje organizmu". (...) "stres oddziałuje również na nasze funkcje myślowe. W przypadku niewielkiego stresu wyostrza się co prawda czujność zmysłów ale zbyt silny stres zakłóca jasność myślenia. (...) mamy skłonność do szybkich, zdecydowanych działań, bez odwoływania się do "myślącego" obszaru mózgu".  

Autor podkreśla również coś, o czym warto pamiętać (zwłaszcza jeśli tak jak ja ma się tendencje do tworzenia w głowie miliarda różnych scenariuszy), a mianowicie - 

Mózg ma kłopot z odróżnianiem zagrożeń faktycznych od wyimaginowanych. 

Stąd zapewne szalona popularność trendu pozytywnego myślenia i wizualizowania sobie rzeczy dobrych, przyjemnych i wesołych. 

Nie będę tu po kolei omawiała każdego rozdziału, ale wierzcie mi, że jest naprawdę ciekawie. 

Dalej przechodzimy do tematu właściwego książki, a mianowicie nowych technologii, zwłaszcza wszechobecnych smartfonów i tego, co konkretnie one z nami wyrabiają. I tu zaczyna się robić zarówno fascynująco, jak i totalnie przerażająco, nawet dla mnie - osoby, która interesuje się tym tematem i sporo na ten temat czyta (jeśli ktoś ma chęć na więcej, odsyłam do tego wpisu).


Zacznijmy z grubej rury - czy wiecie ile razy dziennie przeciętnie dotykamy naszej komórki? Ponad 2600! Przeciętnie bierzemy ją do ręki co 10 minut w tzw. okresie czuwania, a co trzecia osoba sprawdza ją dodatkowo w nocy. No właśnie.  

Tu znowu najciekawsze moim zdaniem są te fragmenty, które uświadamiają nam wdrukowane w nasz system zasady, które sprawiają, że w zderzeniu z nowoczesną technologią, jesteśmy na z góry przegranej pozycji. 

"(...) głównym paliwem dla układu nagrody nie są pieniądze, jedzenie ani seks, ani nawet nowe przeżycia, tylko - nadzieja na ich osiągnięcie. Nic bardziej nie nakręca naszego ośrodka przyjemności niż poczucie, że coś się może wydarzyć". Brzmi znajomo? Trochę jak słynne "gonienie króliczka", prawda? 



Warto wiedzieć, jakie konkretne mechanizmy manipulowania naszymi reakcjami stosują twórcy mediów społecznościowych i nowych aplikacji (i nie tylko, bo na podobnych zasadach działa hazard) - jest to np. nasza wrodzona słabość do niepewnych wyników. "Poziomy dopaminy sięgają szczytów zarówno wtedy, gdy wyniki są niepewne, jak i wówczas, gdy czeka nas coś nowego - może w obu przypadkach chodzi o to samo - o skłonienie nas do dalszych poszukiwań, choć nie mamy pewności, czy zostaniemy nagrodzeni". 

Szwedzki psycholog wprost opisuje również typ osób, które częściej uzależniają się od telefonów (w sumie nie jest to jakimś wielkim zaskoczeniem) - są one nastawione na rywalizację, o niskiej samoocenie, narażające się na wysoki poziom stresu. 

I tak dalej, i tak dalej. W kolejnych częściach dowiadujemy się o negatywnych skutkach częstego korzystania z nowoczesnych technologii (jak spada nam koncentracja, umiejętność zapamiętywania nowych informacji, percepcja etc.), czym jest efekt Google, o cyfrowym osłabianiu naszej empatii, pogłębiającej się depresji i efekcie FOMO, a także licznych innych problemach zdrowotnych związanych z rosnącym uzależnieniem od telefonów. 

Wiem, że brzmi to wszystko bardzo dramatycznie i fatalistycznie i poniekąd tak jest (nie ma co się oszukiwać), ale na szczęście pan Hansen daje nam również nadzieję na lepsze jutro :) Okazuje się bowiem, że jednym z najlepszych sposobów na radzenie sobie zarówno ze stresem, jak i innymi negatywnymi skutkami nadużyć technologii, jest (surprise!) - aktywność fizyczna. "(...) poprawia [ona] funkcje wykonawcze, takie jak zdolność planowania i zdolność do przerzucania uwagi". 
"ten, kto jest w dobrej formie, nie musi zawczasu włączać układu stresowego, ponieważ jest lepiej przygotowany do ataku lub ucieczki przed potencjalnym zagrożeniem. Dzięki temu unika nadmiernego lęku". 
Dobrą wiadomością dla wszystkich leni kanapowych jest to, że podobno naszemu mózgowi do prawidłowego działania wystarczą dwie godziny w tygodniu, np. w cyklach 3x45 min. A to wydaje się jak najbardziej realizowalne i bardzo na czasie (zwłaszcza w kontekście długotrwałego dużego stresu), więc co - ruszajmy się (aktualnie - w domu!).   

Na sam koniec dorzucę ciekawostkę a'propos naszej odwiecznej ludzkiej skłonności do bycia niezbyt szczęśliwymi. Otóż okazuje się, że to również wina ewolucji! A dlaczego? 
"natura nigdy nie widziała większego sensu w obdarzaniu człowieka poczuciem długotrwałego szczęścia. Dała mu poczucie szybko przemijającego dobrego samopoczucia. (...) Abyś nadal był aktywny". 

I jak dodaje na zakończenie autor - "Są rzeczy, które wszystkim poprawiają samopoczucie: dobry sen, aktywność fizyczna, kultywowanie relacji społecznych, niewielkie dawki stresu i ograniczenie korzystania z urządzeń ekranowych". I tego się trzymajmy. 

Czytajcie więc ciekawe książki, bądźcie zdrowi i aktywni, nie dajcie się wirusowi moi drodzy i do kolejnego razu. 



sobota, 8 lipca 2017

#KSIĄŻKI Dlaczego robimy to, co robimy czyli o książce "Najmądrzejszy w pokoju" Thomasa Gilovicha i Lee Rossa

O “Najmądrzejszym w pokoju” myślałam od momentu, kiedy tylko zobaczyłam jego zapowiedź na stronie wydawnictwa Smak Słowa. Dlatego też właściwie z miejsca książka ta znalazła się na liście moich urodzinowych prezentów (dzięki, Krzyśku!). Psychologia interesuje mnie od dawna i kiedy tylko nie pochłaniam kolejnego mrocznego kryminału, jest spora szansa, że zagłębiam się właśnie w jakiś tytuł z tego gatunku. Uwielbiam dowiadywać się nowych rzeczy o ludzkiej psychice, albo potwierdzać to, co już wiem (lub czego się intuicyjnie domyślam). Ponadto ciągnie mnie do „ciemnej” strony, więc siłą rzeczy wszystkie tematy związane z mrocznymi zakątkami fascynują mnie jeszcze bardziej, ale o tym będzie kiedy indziej. 




Bo „Najmądrzejszy w pokoju” to psychologia ale w tej jasnej odsłonie. Autorzy w bardzo przystępny i przyjemny sposób przedstawiają 5 istotnych tematów poruszanych przez współczesną psychologię społeczną i pokazują w jaki sposób możemy w codziennym życiu unikać związanych z nimi pułapek i manipulacji.

Przyznam się, że czytałam tę pozycję z wypiekami na twarzy i różowym zakreślaczem w dłoni, niemal co chwilę chichocząc do siebie ze słowami „ha! Dokładnie!” – nie wiem, czy to najlepsza rekomendacja, ale lepszej nie wymyślę :) 
Najprościej zresztą będzie, jeśli skrótowo opiszę poruszane przez psychologów tematy, a Wy zobaczycie, czy taka tematyka Was interesuje. 

Ostrzegam jednak, że będzie dużo czytania!



1. ILUZJA OBIEKTYWIZMU  

Ten temat najlepiej opisuje zdanie, kilkukrotnie przywoływane w książce, a mianowicie (parafrazuję teraz), że każdy kierowca uważa, że ten kto jedzie szybciej od niego, jest szaleńcem, a ten kto jedzie wolniej, jest idiotą. Brzmi znajomo? No właśnie :)

Innymi słowy - wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zakładamy, że nasze spostrzeżenia są wiernym odbiciem rzeczywistości i przez to uważamy, że są one prawdziwe, trafne i obiektywne. A guzik! W psychologii tę iluzję, że widzimy świat takim, jakim jest rzeczywiście nazywa się "naiwnym realizmem". Warto jest się nad tym chwilę zastanowić, zanim zaczniemy się wykłócać z innymi, że "oczywiście, że to my mamy rację, bo przecież wiemy lepiej!" - i warto pamiętać, że jak podkreślają autorzy - "nasze spojrzenie na rzeczywistość jest tylko tym, czym jest - spojrzeniem, a nie obiektywną oceną tego, co jest naprawdę". Już zresztą Benjamin Franklin zauważył "Większość ludzi (...) uważa, że posiadła całą prawdę i że każdy, kto myśli inaczej, jest w błędzie". Taka ciekawostka :)

W tym samym rozdziale pojawia się jeszcze jedno genialne moim zdaniem spostrzeżenie, a mianowicie, że na dobrą sprawę bzdurą jest stwierdzenie "czyń drugiemu to, co chciałbyś aby i tobie uczyniono". A dlaczego? Ano właśnie dlatego, że każdy z nas jest inny, mamy różne gusta, preferencje i odczucia, więc to trochę ryzykowne. No i zawsze bezpieczniej jest trzymać się starej zasady - "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" - tu jest większa szansa, że nie wpakujemy się na jakąś towarzyską minę. 

Podsumowując - autorzy podkreślają, żeby pamiętać, że "nasz pogląd na świat nie jest niczym więcej niż tylko poglądem ukształtowanym przez nasz punkt widzenia, naszą historię i osobistą wiedzę", a co za tym idzie - wcale nie musi być bardziej trafny niż stanowisko kogoś innego. Howgh. 

2. WPŁYW SYTUACJI 

Ten rozdział skupia się na tym, jak łatwo można kogoś (więc również i nas) zmanipulować i namówić do różnych rzeczy, jedynie odrobinę zmieniając podejście.

Jak się okazuje - "ludzie mają trudności z odrzuceniem prośby niestandardowej - takiej, która nie jest prośbą o pieniądze, poświęcenie czasu albo pożyczenie czegoś wartościowego. Większość ludzi ma wprawę w odrzucaniu tego typu próśb, ale nie dysponuje gotowym scenariuszem odmowy w wypadku prośby niezwykłej". 
Poza tym z natury większość z nas jest po prostu dość leniwa, więc np. znacznie lepiej sprawdza się zasada domniemanej zgody (rezygnacja z której wymaga podjęcia choćby minimalnego wysiłku) aniżeli wymaganie od kogoś specjalnego wyrażenia jej w jakikolwiek sposób - wówczas większości ludzi po prostu nie będzie chciało się podjąć tego "trudu".

Tak więc jeśli chcemy żeby coś zadziałało, tam gdzie jest to możliwe, lepiej jest przyjąć rozwiązanie domyślne, rezygnacja z którego będzie wymagała podjęcia jakichkolwiek działań. Podobnie rzecz ma się np. ze spożywaniem mniejszych porcji (albo w ogóle ograniczeniem czegokolwiek) - jeśli nałożymy sobie porcję na mały talerz, jest spore prawdopodobieństwo, że nie będzie nam się już chciało wstać po dokładkę, natomiast gdybyśmy od razu napakowali sobie górę jedzenia, to pewnie z rozpędu i trochę automatycznie zjedlibyśmy więcej. To samo ze słodyczami - jeśli nie mamy w domu żadnych zapasów i spełnienie naszej zachcianki wymaga od nas pójścia do sklepu, jest szansa, że w międzyczasie odechce się nam słodkiego. Proste? Proste :)

W tym samym rozdziale autorzy przywołują również słynny (i dość drastyczny) eksperyment Milgrama - pewnie większość z Was go kojarzy - chodziło o zbadanie posłuszeństwa wobec autorytetu, a polegało to na tym, że "nakazywano" uczestnikom aplikowanie wstrząsów elektrycznych drugiej osobie, a następnie stopniowe zwiększanie ich mocy aż do niebezpiecznej granicy. Oryginalne testy przeprowadzono w USA w latach 60. XX wieku, ale później powtarzano go wielokrotnie w różnych konfiguracjach (nawet w Polsce). Jeśli nie słyszeliście o tym eksperymencie, warto o nim poczytać - można sporo się dowiedzieć o ludzkiej psychice. A wniosek, jaki wysnuwają psycholodzy, jest taki - warto wykorzystywać metodę małych kroków w codziennym życiu - żeby unikać tzw. równi pochyłej i sytuacji pozbawionych łatwej drogi wyjścia. Większość zarówno bohaterskich czynów, jak i najgorszych bestialstw, zaczyna się stosunkowo niewinnie - od jakiegoś drobiazgu i potem zaczyna to trochę działać jak kula śnieżna. Dlatego np. jeśli mamy problem z zabraniem się do pracy, to zróbmy cokolwiek, zamiast czekać np na wenę (to jest świetna uwaga dla mnie!) - warto napisać np. kilka zdań. Lub zrobić kilka przysiadów, jeśli mamy problem ze zmotywowaniem się do ćwiczeń :) 

3. DOBÓR SŁÓW

Żeby nie rozwlekać tego wpisu w nieskończoność (oraz żeby zachęcić Was do lektury całej omawianej przeze mnie książki!), postaram się wspomnieć o pozostałych rozdziałach tylko pokrótce, wymieniając aspekty, które najmocniej przemówiły do mnie.

A więc:
"większość ludzi - nawet tych znanych z egoizmu - jest gotowa postąpić jak należy, jeśli oczekuje, że inni zachowają się tak samo (zwłaszcza gdy jest obserwowana" - [uwaga na marginesie - obserwacja może być nawet "pozorna" - patrz eksperyment z płaceniem za kawę w przypadku gdy nad ekspresem powieszono plakat z oczami - genialne!]. I odwrotnie - w sytuacjach, w których dominują normy dbałości o własny interes, nawet ludzie, którzy na ogół troszczą się o dobro ogółu, nie chcą wyjść na frajerów". 

"Sposób, w jaki interpretujemy sytuację, wpływa na nasze zachowanie na dwa sposoby. Nasze wyobrażenie na temat tego, o co chodzi w danej sytuacji, determinuje nasze myśli, uczucia i działania w reakcji na nią. (...) To, jak interpretujemy sytuację, wpływa też na znaczenie, jakie przypisujemy własnym możliwym działaniom, a co za tym idzie - determinuje nasze decyzje. Czy okażę się durniem, jeśli nie spróbuję osiągnąć najwyższego zysku? Czy odmowa byłaby nieuprzejma?".

W pewnym stopniu ludzkie sądy i decyzje zależą od tego, w jaki sposób zręczny manipulator przedstawi daną sprawę poprzez taki, a nie inny dobór słów (np. sekretarz wojny lub sekretarz obrony, odsetek uratowanych zamiast liczby zabitych etc.).

4. PRYMAT ZACHOWANIA 

W megaskrócie - UDAWAJ TAK DŁUGO, AŻ STANIE SIĘ TO PRAWDĄ. 
Czyli - "nasza postawa i to, jak się zachowujemy, wykonując różne działania, może wpłynąć na to, jak się czujemy, a także (...) na osiągane przez nas wyniki".

A także - ludzie na ogół czują potrzebę zracjonalizowania swoich wyborów - jeśli więc z jakiegoś powodu podjęliśmy taką, a nie inną decyzję, to wiadomo, że będziemy szukać argumentów za tym, że była to decyzja słuszna (nawet jeśli w głębi duszy wiemy, że to nieprawda). Czasem fajnie jest sobie uświadomić takie pozornie banalne kwestie.

5. DZIURKI OD KLUCZA, SOCZEWKI I FILTRY

W tej części pojawia się kilka bardzo trafnych uwag, takich jak np. kwestia naszych ograniczeń (w tym m.in. fizycznych, takich jak to, że nawet jeśli wydaje nam się, że widzimy coś dokładnie, to przecież nie mamy tak naprawdę pojęcia co dzieje się np za nami, bo nie mamy oczu z tyłu głowy!) - w danym momencie możemy przechowywać w umyśle zaledwie od pięciu do dziewięciu informacji. Także "soczewki", przez które patrzymy (ideologiczne etc.) są kolejnym ograniczeniem. Ponadto informacje, do których mamy łatwy dostęp, często stanowią jedynie niewielki skrawek właściwej informacji, która jest nam potrzebna.

W rozdziale tym skupiamy się na podziale na umysł intuicyjny oraz racjonalny.
"Umysł intuicyjny jest bardziej impulsywny niż racjonalny i bardziej skłonny do działania - do sformułowania oceny i dokonania wyboru określonego sposobu postępowania - bez przeanalizowania informacji, które nie są bezpośrednio dostępne jego uwadze." Dlatego też  warto pamiętać, że "dużą część błędów popełniamy nie dlatego, że prawidłowa odpowiedź jest za trudna, ale dlatego, że odpowiedź błędna przychodzi nam zbyt łatwo". 

Nie zapominajmy również o naszej skłonności do tego, "by bez namysłu przyjmować informacje, które potwierdzają nasze poglądy, a jednocześnie krytycznie przyglądać się tym, które są z nimi sprzeczne."
Autorzy namawiają do tego, abyśmy stale próbowali "poszerzać dziurkę od klucza", przez którą spoglądamy na świat - poprzez nawyk wykraczania poza "instynktowną skłonność umysłu do brania pod uwagę przede wszystkim przypadków potwierdzających Twoją opinię. Przyjmij zalecaną przez naukowców strategię zastanowienia się nad możliwością przeciwną". 
Bardzo celną uwagą jest również ten cytat: "możesz rzucić nowe światło na to, który produkt, propozycję czy osobę powinieneś wybrać, poprzez odwrócenie pytania i zastanowienie się, którą z tych możliwości należy odrzucić". 

I na koniec tej części książki jest jeszcze mowa o tzw. syndromie grupowego myślenia - "analiza niewielkiej liczby możliwości, selektywne gromadzenie informacji, presja na jednomyślność w grupie i powstrzymywanie się od krytycyzmu" - innymi słowy - "słucha się tylko tych, którzy w pełni się ze sobą zgadzają, co wzmacnia ustalone przekonania i tworzy sytuację sprzyjającą błędnym ocenom." 
A także: " członkowie grupy, nie zdając sobie z tego sprawy, na ogół rozmawiają o wiedzy wspólnej, a nie o informacjach będących w posiadaniu poszczególnych osób, nieznanych pozostałym".

No i jeszcze, że czasem warto spojrzeć na daną sprawę wychodząc poza kulturę, w której się wychowaliśmy (o tym też ostatnio słuchałam w jednym z podcastów o psychologii, które btw są moim odkryciem ostatnich miesięcy - wiem, że jestem ostatnia na tej imprezie, ale trudno).

Jak piszą autorzy - "trudno nam pojąć, że w oczach mieszkańców wielu rejonów świata, to nasza kultura wydaje się dziwna." Funkcjonuje już nawet określenie WEIRD, czyli Western, Educated, Industrialized, Rich and Democratic - które ma zwracać uwagę na te cechy naszej kultury, które odróżniają ją od reszty świata.



Ufff...

Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek przebrnął przez cały ten wpis, ale przyznaję, że sama z przyjemnością przejrzałam raz jeszcze swoje notatki z lektury tej cholernie dającej do myślenia książki. Jeśli interesujecie się psychologią społeczną, to nie wyobrażam sobie, żebyście nie chcieli teraz zabrać się do lektury "Najmądrzejszego w pokoju". Zresztą jestem zdania, że ta lektura przydałaby się właściwie każdemu, bo po pierwsze dobrze jest znać swoje własne ograniczenia i wiedzieć, w jakie psychologiczne pułapki sami podświadomie wpadamy, a po drugie - ta wiedza jest szalenie przydatna w relacjach z innymi ludźmi. A tego przecież nie da się uniknąć.

Natomiast jeśli Was zanudziłam, to nie martwcie się - niedługo będzie zdecydowanie bardziej lajtowo, bo mam w głowie plan na luźny i rozrywkowy cykl.

A tymczasem - miłej soboty i reszty weekendu! Ja mam telefoniczno-mailowy dyżur, więc jestem uziemiona w domu (stąd m.in. czas na ten długaśny wpis), ale wyglądając przez okno, chyba niespecjalnie mam czego żałować...

Dajcie znać, co myślicie o tej i innych tego typu książkach - interesuje Was taka tematyka? A może macie do polecenia jakieś fajne tytuły? Ja jeszcze mogę dodać, że uwielbiam wydawnictwo Smak Słowa za dobór pozycji z serii "Mistrzowie psychologii". 

piątek, 20 lutego 2015

Moje lektury - "Cyfrowa demencja", czyli o tym jak głupiejemy na własne życzenie

Dziś, moi mili, będzie o książce, która dała mi ostatnio do myślenia. A'propos moich upodobań literackich, wspominałam już nie raz, że poza tym, że jestem fanką kryminałów i thrillerów, bardzo często sięgam po pozycje popularnonaukowe, zwłaszcza związane z szeroko pojętą psychologią i właściwie jeśli książka dotyczy funkcjonowania ludzkiego mózgu czy naszych zachowań, to jest spora szansa, że prędzej czy później trafi w moje ręce. 

"Cyfrowa demencja. W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci" autorstwa niemieckiego psychiatry i neurobiologa Manfreda Spitzera to pozycja o tyle ciekawa, co wytrącająca z równowagi - jej autor bowiem potwierdza z całym swoim naukowym przekonaniem wiele faktów, które niby są nam znane, ale pewnie wolimy o nich za często nie myśleć, albo które podejrzewamy, że są prawdziwe, ale jakoś nigdy nie dążyliśmy do udowodnienia, że faktycznie tak jest. A konkretnie - że postęp technologiczny, którym zachłysnęliśmy się kilkanaście (lub może nawet już - dziesiąt) lat temu, wyrządza naszym mózgom więcej szkody niż pożytku. 


Wiem, że najbardziej znanym tytułem poruszającym tę samą tematykę jest "Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg" Nicholasa Carra, ale ponieważ jeszcze nie miałam okazji do głębszego zapoznania się z nią (właśnie zaczęłam ją czytać), ciężko mi zrobić sensowne porównanie. Niemniej jednak spora popularność obu pozycji świadczy to o tym, że problem jest niemały, czy nam się to podoba, czy nie.

Żeby nie było - to nie jest książka nawołująca do bojkotu komputerów, smartfonów i powrotu do czasów z ery kamienia łupanego - ja odebrałam ją raczej jako zachętę do przystanięcia na chwilę i zastanowienia się, co dla nas (i - a zwłaszcza - dla naszych dzieci) jest najważniejsze oraz jako pewnego rodzaju pobudkę świadomości i bodziec do znalezienia czegoś w rodzaju złotego środka. 

Sama jestem najlepszym przykładem tego, ile racji jest w tym, o czym pisze Spitzer. Już od dawna zauważam bowiem u siebie (a uważam się za naprawdę inteligentną osobę) sygnały świadczące o postępującym rozleniwieniu mojego mózgu - choćby fakt, że często nawet nie staram się już zapamiętać nowych informacji (bo po co, skoro w dowolnej chwili mogę je sobie wygooglać?), moje myśli chodzą na skróty, posiadam jakieś ogromne ilości totalnie powierzchownych danych przy jednoczesnym braku konkretnej wiedzy na jakiś temat, a także mam coraz większy problem ze skupieniem się nad dłuższym i bardziej wymagającym tekstem (kurczę, w liceum przeczytałam całego Prousta! Dzisiaj nie jestem pewna, czy dotrwałabym do końca pierwszego tomu...). Dlatego "Cyfrową demencję" czytałam z coraz bardziej rosnącym zainteresowaniem, ale i przerażeniem, bo tak naprawdę autor potwierdził jedynie to, o czym już dawno wiedziałam, udowadniając to przykładami wielu testów, eksperymentów i badań. 

Poniżej wrzucam moje notatki z lektury, które wydały mi się warte przytoczenia - może dadzą do myślenia jeszcze komuś :)

- świadomość stałego dostępu do wszelkiego rodzaju informacji w internecie zapobiega ich utrwaleniu w mózgu, podobnie jak fakt, że z większym prawdopodobieństwem zapamiętamy MIEJSCE, w którym można je znaleźć niż samą ich treść; 

- sprawy niezałatwione zapamiętujemy przeciętnie 2x lepiej niż dokończone zadania (jest to tzw. efekt Cliffhanger, czyli dokładnie ten sam mechanizm, który wykorzystywany jest przez twórców seriali - kończąc odcinek w momencie "zawieszenia" mają oni pewność, że widz wróci, bo niedokończony wątek nie da mu spokoju). Dlatego też najlepiej uczymy się tych kwestii, które wymagają od nas wysiłku umysłowego (wszystko, co związane jest z aluzją, niedopowiedzeniem, pytania bez odpowiedzi etc.);

- przetwarzanie nabywanych informacji na żywo z innymi skutkuje lepszym zapamiętaniem niż wymiana myśli online - czyli dyskutując ze znajomymi na jakikolwiek temat, uruchamiamy więcej elementów (gestykulacja, modulacja głosu, konkretny moment, miejsce, zapach etc.), które potem będą nam się kojarzyły z danym tematem. Aktywny kontakt dotykowy z przedmiotem przyspiesza naukę (w porównaniu do przyglądania się mu bez żadnych dodatkowych czynności). Mózg nieustannie tworzy tzw. ślady pamięciowe (czyli engramy) - a procesy takie jak percepcja, myślenie, przeżywanie, odczuwanie i działanie sprzyjają zapamiętywaniu nowych informacji. 

- cyfrowe media naprawdę mają niekorzystny wpływ na zdolności empatyczne i umiejętności pielęgnowania kontaktów z otoczeniem. Ponadto istnieje mocne powiązanie pomiędzy wzmożonym kontaktem z elektronicznymi mediami (np brutalnymi grami komputerowymi) a psychopatologicznymi zachowaniami o podłożu depresyjnym - pod ich wpływem zmieniają się zarówno nasze zachowania, jak i np szybkość reakcji na różne bodźce. Kto uważa, że to wymyślony argument, niech przeczyta opisy przytaczanych przez autora eksperymentów, a gwarantuję, że jeśli jest rodzicem, to przed zakupem kolejnej gry dla swojej pociechy przynajmniej zadrży mu ręka...

- najbardziej zagrożone negatywnym wpływem elektroniki na rozwój mózgu jest pokolenie urodzone po 1980 r. (nazywane "Digital natives", czyli "cyfrowymi tubylcami", inaczej Generacja Y  - ich "ojczyzną" jest świat nowoczesnych technologii cyfrowych. Dla odróżnienia, urodzeni wcześniej (nawet jeśli również są dobrze obeznani z technologiami) nazywani są "cyfrowymi imigrantami", ponieważ znają również świat "sprzed epoki komputerów"). W zdecydowanie najgorszej sytuacji jest "pokolenie Google" / pokolenie "wytnij / wklej", czyli urodzeni po 1993 r., którzy po prostu nie pamiętają czasów bez komputerów i internetu. Co ciekawe, mają oni m.in. znacznie mniejszą wiedzę nt struktur informacyjnych (głównie wiązania ich w całość), logicznych zasad łączenia danych z różnych źródeł i odróżniania rzeczy ważnych od nieistotnych (innymi słowy - dużo osób ma po prostu problemy z samodzielnym myśleniem). Brakuje im "filtra" w postaci dotychczasowej elementarnej wiedzy na jakiś temat, który pozwala na wyciąganie logicznych wniosków. Tak naprawdę bowiem internet jest niewyczerpanym i bardzo cennym źródłem wiedzy, ale pod warunkiem, że przynajmniej mniej więcej wiemy, czego szukamy.

- chwalony przez niektórych (zwłaszcza w środowisku zawodowym) multitasking (czyli po naszemu "wielozadaniowość") paradoksalnie prowadzi do wytrenowania znacznie większej powierzchowności i mniej efektywnego przetwarzania informacji (z tego wynikają problemy z koncentracją na jednej czynności i mniejsza zdolność do ignorowania bodźców rozpraszających). 

- cyfrowe media wpływają także negatywnie na zdolność samokontroli i stanowią czynnik stresogenny (przyczyną stresu nie jest bowiem samo doświadczanie przykrych stanów, ale uczucie bezsilności wobec nich, a poziom stresu zależy w dużym stopniu od tego jak silne jest przekonanie, że panujemy nad sytuacją). 

- ludzki mózg wykorzystuje do nauki tzw. metodę koła hermeneutycznego, co oznacza ni mniej ni więcej jak to, że całość poznajemy przez zrozumienie szczegółów, a szczegóły poprzez odwołanie się do całości - musimy mieć możliwość (oraz zdolność) powracania do wiarygodnego źródła, bo inaczej wszystkie nowe informacje będą tylko chaotycznym zbiorem bez żadnego wspólnego mianownika. To dlatego samodzielne myślenie i wyciąganie wniosków jest takie ważne. 

- intensywność utrwalania treści w pamięci zależy od głębokości przetwarzania informacji - z tego powodu to, co dzieje się z nami obecnie (ręka do góry kto łapie się na tym, że na ogół ślizga się tylko po powierzchni, surfuje i przegląda informacje, kompletnie nie przyswajając ich treści? No właśnie...) jest takie niepokojące - jesteśmy na każdym kroku bombardowani takimi ilościami danych, że w pewnym momencie zamiast zapamiętywać wybrane (ważne) rzeczy, a resztę ignorować, często ograniczamy się jedynie do przerzucania nagłówków, bez jakiejkolwiek głębszej refleksji nad ich treścią. 

Na koniec ciekawostka, która dla mnie osobiście jest zdecydowanie warta zapamiętania (jestem najgorszą osobą na świecie, jeśli chodzi o przyswajanie imion poznawanych ludzi!) - otóż podobno zdolność zapamiętywania nazwisk wzrasta do 80% po ich siedmiokrotnym powtórzeniu - od tej pory kiedy będzie mi zależało na zapamiętaniu czyjegoś imienia, będę je sobie mamrotała pod nosem 7 razy :) 

Podsumowując ten mój elaborat powiem tak - oczywiście nie ma co demonizować cyfrowych technologii, bo przecież nikt nie planuje ani nie chce nagłego cofnięcia się o 100 lat. Warto jednak mieć świadomość związanych z nimi zagrożeń oraz zachować zdrowy rozsądek, zwłaszcza w odniesieniu do młodszego pokolenia. A także równoważyć jedne źródła informacji innymi - co oznacza np. nieopieranie się wyłącznie o "wujka Google", ale sięganie do książek, encyklopedii i rozmawianie z ludźmi, którzy są specjalistami w jakiejś dziedzinie. Wiem, że dla niektórych brzmi to może absurdalnie (albo jako coś oczywistego), ale po przeczytaniu tej książki (oraz kilku innych skupiających się na współczesnych problemach związanych z nowoczesnymi technologiami) wiem, że to nie są wymyślone problemy i że to, co mnie wydaje się naturalne i oczywiste, dla wielu osób wcale takie nie jest. 


Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...