W pewnym sensie to będzie historyczny wpis :)
Do tej pory nigdy (powtarzam, NIGDY) nie miałam na paznokciach brokatu ani czegoś bardzo świecącego. No, po prostu to kompletnie nie moja bajka, czasem jakiś brokatowy lakier nawet wpadał mi w oko u kogoś, ale do mnie to kompletnie nie pasowało.
Oto przykład tego, co blogi robią z człowiekiem :) Kiedy bowiem zobaczyłam tego pana:
który w dodatku nazywa się "Snow flakes", to już wiedziałam, że przepadłam :)
A tak wygląda po pięciu dniach (stąd ubytki na końcówkach) na Goshu - Lambadzie, czyli najpiękniejszej czerwieni w mojej kolekcji.
Snow Flakes to gęsty top, który mieni się naprawdę jak śnieg w słońcu - na złoto, srebrno, różowo i nie wiem na jaki jeszcze kolor :) Na czerwonej bazie pokazał się od złotej strony, ale myślę, że wiele zależy właśnie od koloru lakieru bazowego.
W życiu nie podejrzewałam, że spodoba mi się taki efekt i pewnie wiosną czy latem w ogóle bym na niego nie spojrzała, ale przyznam się, że przy zbliżających się coraz większymi krokami świętach, takie połączenie wydaje mi się bardzo na miejscu :)
I nawet nie wydaje mi się jakieś przesadnie "imprezowe", bo chodzę tak już któryś dzień i muszę powiedzieć, że taki efekt Bling Bling zaczął do mnie przemawiać :)
I co powiecie? Ja czuję się coraz bardziej gotowa na eksperymenty (powiem więcej, kupiłam sobie nawet słynny lakier Ruby Pumps, czyli najsłynniejszą brokatową czerwień od China Glaze - ha!), chociaż popularne ostatnio błyskotki od Golden Rose podobają mi się nadal u kogoś, a u mnie ich nie widzę :) Oczywiście nie twierdzę, że nagle porzucę moją ukochaną klasykę na rzecz sezonowych świecidełek, ale muszę przyznać, że ten zakup to dla mnie duży krok (choć nie mam pojęcia, jak nazwać stronę, w którą zmierzam :))
PS. Przy okazji pragnę poinformować, że dziś złamałam się i dokupiłam kolejną pomadkę L'oreal i jeszcze jeden cień do oczu...Polowałam też na kredkę do brwi, ale bez powodzenia. Teraz omijam Rossmana szerokim łukiem aż do zakończenia tej piekielnej promocji :)