Ostatnio z różnych powodów mniej włóczę się po moim mieście, chociaż na ogół bardzo to lubię.
Lubię także odkrywać na własny użytek miejsca "kultowe", lub te trochę mniej, często sprawdzam na blogach ciekawe knajpki, zapisuję sobie nazwy i potem przy okazji jakiegoś spaceru, testuję je na sobie :)
Okienko "chodziło" za mną od dłuższego czasu, zwłaszcza, że wiele razy mijałam je w przelocie, za każdym razem przyglądając się z lekką zazdrością małemu tłumkowi, który
zalegając przed tą słynną już dziurą w ścianie, zajadał się w najlepsze
frytkami.
Bo Okienko to nic innego jak belgijskie frytki, które dostajemy zawinięte w tutkę z
papieru w duecie z wybranym sosem i zajadamy,
siedząc na kolorowej skrzynce po napojach i parząc sobie palce :) Takie to wyrafinowane
miejsce, a co :)
Oczywiście możemy również kontynuować spacer, biorąc fryty w garść...
Podobną frytkarnię (czy jakkolwiek się takie miejsce nazywa) znalazłam w
centrum, przy Chmielnej (oczywiście teraz w życiu sobie nie przypomnę
nazwy ulicy), ale Okienko było chyba pierwsze i to tutaj zbierają się
wszyscy okoliczni hipstersi przed i po wszelakich imprezach, w drodze do
i z Placu Zbawiciela, aby pożreć kolejną i kultową porcję frytek.
A same frytki są naprawdę smaczne. Jeśli więc jesteście z Warszawy, lub będziecie akurat odwiedzać stolicę, polecam małą wycieczkę na Polną (na rogu Oleandrów, za Riwierą Remont) i utytłanie się troszkę w ręcznie przygotowywanych frytkach :) Przy okazji jest to idealny rozgrzewacz na chłodne popołudnia - wystarczy wziąć taką tutkę w garść i żadne zimno nam nie straszne!









