Co robi blogerka, która ma kiepski dzień i chce w szybki sposób poprawić sobie humor?
Oczywiście zakupy :)
A co robi blogerka, która ma kiepski dzień / miesiąc / rok i w dodatku w oczy jej zaczyna zaglądać widmo bezrobocia?
Zgadza się, zakupy na promocjach :)
Tak więc większość tego, co dziś przytargałam do domu, to produkty z promocyjnymi cenami. Wszystkie (poza jednym) pochodzą z Rossmana i właściwie wszystkie były na mojej liście - zabrakło jedynie ściereczek Domol do prania, które bardzo chciałam w końcu wypróbować. Mam nadzieję, że jeszcze zdążę, zanim ww widmo ostatecznie zajrzy mi w oczy...
Trochę się tego nazbierało, ale w sumie żadnych fanaberii nie zauważam :)
W zbliżeniach pokażę kilka rzeczy, z których cieszę się (i które ciekawią mnie) najbardziej - żadnej z nich nie miałam wcześniej :)
A więc na pierwszy ogień idą olejki do kąpieli Wellness & Beauty (są w promocyjnej cenie za jakieś 7 zł) - jeden jest ożywiający (jest takie słowo w jęz. polskim??? :)) z zieloną trawą i bambusem, a drugi relaksujący z wanilią i olejkiem makadamia. Miałam wziąć jeden, ale nie mogłam się zdecydować. Dziś będę chyba któryś testować (chociaż w sumie lepszym pomysłem w moim obecnym stanie ducha i ciała byłaby odprężająca lawenda...).
Pomiędzy nimi jest jedyny "obcy" produkt, czyli olejek z czarnej porzeczki firmy Alverde, który dotarł pocztą. Byłam na niego tak napalona odkąd ciągle się natykam wszędzie na jego opisy, że po prostu musiałam! Bardzo mnie nęci, ale w sumie powinnam najpierw wykończyć olejek z Alterry, zanim się zabiorę za ten - no nic, zobaczymy na jak długo mi starczy cierpliwości :)
To masełko (tzn właściwie tej firmy, bo jest jeszcze drugie arbuzowo-jakieś tam) chodziło za mną od jakiegoś czasu, ale do tej pory jakoś się powstrzymywałam. Dziś jednak stwierdziłam, że połączenie wanilii z czekoladą będzie idealne na zimę, więc chętnie się przekonam, co to za cudo :)
O poszukiwaniach lepszego niż Isana zmywacza do paznokci pisałam TUTAJ.
Potem jakoś gdzieś trafiłam na całkiem zachęcający opis tego zmywacza firmy Eva Schmidt, który po 1) jest w żelu (co już mi się podoba), po 2) kosztuje jakieś 8 zł (więc jak najbardziej przyzwoicie) i po 3) zawiera olejek z zielonej herbaty, więc jest szansa, że może nie będzie wysuszał mi paznokci i skórek. Dam znać po przetestowaniu.
Ten szampon znają chyba wszyscy (oprócz mnie oczywiście) :) Jak się nie sprawdzi, to skończy jako płyn do prania pędzli - zobaczymy.
A to mój pierwszy zakup z myślą o świętach :) wkład zapachowy do psikacza, który stoi sobie u mnie w łazience, z limitowanej serii o zapachu mrożonego jabłka z cynamonem :) Nie wiem, czy po kilku dniach nie wyjdzie mi ten zapach bokiem, ale wąchałam świeczkę z tej samej serii i pachniała ślicznie.
Z innych, nie pokazanych na zbliżeniach rzeczy, w poniższej stercie znalazły się jeszcze:
- płyn do płukania ust Colgate total bez alkoholu,
- płatki do demakijażu (te większe) Lilibe,
- farba do włosów Schwarzkopf Palette w kolorze średni brąz,
- wkładki higieniczne Facelle,
- płytki na mole o zapachu Clean cotton (albo jakoś podobnie),
i dwa produkty spożywcze, czyli
- czekolada pistacjowa
- herbata z melisy z dodatkiem melona i czegoś tam jeszcze - pachnie pięknie, smakuje też dobrze i miejmy nadzieję, że uspokaja :)
Nie wiem, czy pytać, czy znacie te produkty, bo z moim refleksem to pewnie mnie wyśmiejecie, ale ciekawa jestem, czy któryś może wyjątkowo lubicie lub nie? Chętnie poczytam Wasze opinie.
A Wy skorzystałyście z rossmanowych promocji?