sobota, 22 września 2012

Z serii - ulubione dodatki. Moje Moleskiny :)

No dobra, następny post będzie bardziej kosmetyczny (chyba :)) Może kolejne denko, bo już nawet specjalny folder ze zdjęciami przygotowałam.

Ale dziś jeszcze jadę tematami pobocznymi, wybaczcie :)

Jestem gadżeciarą. No nic na to nie poradzę, że lecę na fajne dodatki :) 

Nie pamiętam już kiedy, gdzie i u kogo zobaczyłam po raz pierwszy kultowy notes Moleskine. Ale pamiętam, że zauroczył mnie totalnie (to, że był taki skromny, ale poręczny i elegancki i że miał gumkę, a naprawdę te parę lat temu to była rzadkość, a jak zobaczyłam kieszonkę na końcu, to wiedziałam, że przepadłam). Oczywiście minęło kilka lat zanim stwierdziłam, że jednak jestem w stanie wydać na "zwykły notes" kilkadziesiąt złotych. Dla mnie to nigdy nie był zwykły notes - już wtedy przeczuwałam, że jak ktoś złapie bakcyla Moleskina, to ciężko będzie mu wrócić do normalnych notatników i kalendarzy :) Oczywiście nie bez znaczenia był również fakt, że wiedziałam, iż to były ukochane notesy Ryszarda Kapuścińskiego, Hemingwaya, Pabla Picassa czy Bruce'a Chatwina! W końcu jak równać, to do tych najlepszych :)

W tym miejscu chcę ostrzec, że ten post będzie miał dużo zdjęć, więc jeśli ktoś na tym etapie stwierdził, że takie rzeczy go w ogóle nie kręcą, to zachęcam do odpuszczenia reszty, bo znając mnie, krótko nie będzie :P

Moja mini (a właściwie to nawet mikro) kolekcja składa się (na razie) z trzech notesów: 


Wszystkie kupiłam przez brytyjski Amazon (tak jest wygodniej i taniej; można oczywiście zamawiać przez allegro, ale na ogół jednak przepłacimy, tak samo kupując stacjonarnie - wiem, że kiedyś w Warszawie można było Moleskiny kupić w Czułym Barbarzyńcy, ale też było drożej niż w Amazonie, więc ja osobiście trzymam się tego sposobu, a na żywo co najwyżej mogę sobie pooglądać co bym chciała kupić w następnej kolejności). 

Pierwszy był Books Journal. Wspominałam już kiedyś, że jestem totalnym książkowym freakiem, dłuższy czas zresztą prowadziłam bloga o książkach, tak więc dla mnie był to oczywisty wybór :)


 Rozmiarowo jest on dosyć spory (na długość ma ok. 21 cm, szerokość ok. 13 cm), jest w twardej, wytłaczanej w tytuły książek okładce (widać to na powyższym zdjęciu, jak również na zbliżeniu poniżej).


W środku na początku jest miejsce na nasz podpis i ewentualnie jakieś informacje w razie zgubienia notesu, dla potencjalnego znalazcy.



Dalej już mamy miejsce na opisy przeczytanych książek - strony są podzielone jak w notesie telefonicznym, alfabetycznie.  Możemy zawrzeć tam wszelkie informacje, typu: autor, tytuł książki, data przeczytania, wydawca, język, w jakim książka została napisana, wybrane cytaty...


 ...oraz naszą opinię i ocenę w gwiazdkach :)


 Mamy na to sporo miejsca.


Dalej jest przestrzeń na nasze własne notatki - ja od czasu do czasu robię sobie np. listy książek do kupienia / przeczytania. 


A tu wpisuję wybrane cytaty, które mi się spodobały i o których chciałabym pamiętać :) 


Wspomniane już kieszonki - szalenie praktyczna rzecz! Możemy tam poupychać jakieś małe karteluszki z notatkami, zakładki do książek albo co tam jeszcze przyjdzie nam do głowy :) 


Z tej samej serii (Passion) jest jeszcze Film Journal i Recipe Journal - jeśli ktoś chciałby sobie je obejrzeć, to można to zrobić TUTAJ.

Niedługo po zeszycie książkowym, do kompletu dobił mały notesik z limitowanej serii z Małym Księciem (no chyba wiadomo dlaczego :))


 Maleństwo to ma 14,5 cm na 9 cm, też jest w sztywnej okładce, na której jest rysunek Małego Księcia (jakżeby inaczej) wraz z najsłynniejszym chyba cytatem o tym, że "Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".


Strona tytułowa również ma miejsce na nasz podpis + uroczą tematyczną grafikę. 


Reszta notesu to klasyczne kartki w linie. 


I ostatnie strony z kolejnym cytatem... 


...i kieszonką :) 


Uwielbiam ten notesik. O ile Book Journal mieszka sobie na półce obok książek, tak Mały Książę zawsze jest w mojej torebce - jest bardzo poręczny, zapisuję w nim wszystko, począwszy od listy zakupów, po rzeczy, które mi się podobają, to, co znajduję na Waszych blogach, a potem chcę sprawdzić w sklepie, rzeczy do zrobienia etc. 
W dodatku jest lekki i mały, więc nie obciąża mi dodatkowo torby. 

Chociaż stosunkowo niedawno (bo zaledwie 2 miesiące temu), zyskał brata-bliźniaka, więc teraz jest ich w torebce dwóch :) 


Jako trzeci bowiem pojawił się ten oto kalendarz, który jest dość nietypowy, ze względu na to, że obejmuje swoim zasięgiem aż 18 miesięcy! Zaczyna się od lipca 2012, a kończy na grudniu 2013 - oryginalnie, prawda? :) 

Dla mnie jest to rozwiązanie idealne, ponieważ często po prostu zapominam o kupnie kalendarza na początku roku i zanim się ogarnę, to mamy wakacje, więc wtedy już nie opłaca mi się inwestować w kalendarz, z którego będę korzystała tylko pół roku. Czasem też robię to z premedytacją, tzn myślę sobie, że po co mi normalny kalendarz, który będzie mi tylko zawalał dodatkowo torbę i że i tak nie będę z niego korzystać, że przecież mam wszystko w telefonie i w komputerze etc. Tymczasem po jakichś trzech, czterech miesiącach, zaczyna mi go po prostu brakować, no i reszta wygląda jak powyżej - w połowie roku nie będę przecież kupowała kalendarza!

Moleskine wyszedł naprzeciw takim zapominalskim jak ja i stworzył ten oto notatnik: 



Rozmiarowo jest identyczny jak Mały Książę, czyli ok. 14x9 cm - rozmiar idealny do torebki! Jak widać poniżej, rozplanowany też jest tak, aby pomieścić wszystkie potrzebne nam notatki - po lewej stronie mamy tydzień z miejscem na każdy dzień, a po prawej dodatkową stronę. 


Na końcu wiadomo co :) Plus komplet naklejek, które mogą się przydać przy oznaczaniu notatek. 


Nie wiem, czy też jesteście fanami firmy Moleskine, czy też uważacie takie gadżety za fanaberię, ale przyznam się, że ja mogłabym mieć ich jeszcze z dziesięć, bo je po prostu uwielbiam :) 

Wiem, że to może głupie, ale zupełnie inaczej mi się pisze w takim notesie czy kalendarzu, niż w zwykłym zeszycie. 

Cóż począć, kocham moje Moleskiny :) 


A Wy lubicie notesy/ kalendarze? A jeśli tak, to macie jakieś ulubione typy? 

31 komentarzy:

  1. ten z małym księciem jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko się pojawił, wiedziałam, że muszę go mieć :) Potem była jeszcze seria limitowana chyba z Fistaszkami, ale moja fajniejsza :)

      Usuń
  2. Mogłabym mieć ten z Małym Księciem - fajny jest. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. oo, ja też lubię :) bardzo fajne są te Twoje.
    Ja póki co mam kalendarz, i City Notebook z Paryżem, przydawał się jak tam mieszkałam - nie musiałam wyciągać mapy jak turystka, bo miałam ją w notesie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, te City Notebooki są cudowne, szkoda, że jeszcze nie wydali Warszawy...Miałam chrapkę na Nowy York albo właśnie Paryż, ale stwierdziłam, że TO już byłaby fanaberia :D

      Usuń
  4. Też lubię kalendarze i notatniki w których mogę sobie wszystko zapisać, to mi ułatwia organizację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zwłaszcza że ja jestem strasznie zapominalska i często rozkojarzona, więc takie notesy ułatwiają mi życie :) a przy tym są piękne :)

      Usuń
  5. Świetne rozwiązanie :) Już wiem, czego poszukam dla siebie. Zazwyczaj bazuję na notesach, ewentualnie organizerach ale teraz marzy mi się COŚ nowego. Wstrzeliłaś się w moje potrzeby tą notką.
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę bardzo :) Któryś konkretny Cię zainspirował?

      Usuń
    2. Z Małym Księciem :)
      Nie jestem zbyt odkrywcza ;) ale idę pooglądać, co można teraz upolować.

      Usuń
    3. A w ogóle to niezła gapa jestem, mój TŻ ich używa.....dopiero teraz zauważyłam :DDD Ma organizer i notes na kontakty :))

      Usuń
    4. Dobry ma gust, Twój TŻ :)

      Usuń
    5. A pomyśleć, że gdyby nie Twój wpis, to żyłabym w błogiej nieświadomości :DDD
      Jeszcze dowiedziałam się, że przecież razem wybieraliśmy ;)))

      Usuń
    6. Ha, czyli po prostu wyparłaś to wspomnienie :) Może dlatego, że moleskiny, jeśli się nie zna ich historii i tych wszystkich wątków pobocznych, nie przykuwają aż tak uwagi - na pierwszy rzut oka przecież to całkiem zwyczajne notesy :) Dopiero jak się trochę zagłębimy, to odkrywamy drugie dno i tak jak ja - zakochujemy się dozgonnie :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :) Za każdym razem co prawda kusi mnie czerwony, ale ostatecznie wybieram klasyczną czerń :)

      Usuń
  7. Mały książę !!! aaaaaaaaaaaah

    piękne kalendarze, notesy:) ja też uwielbiam :) mam jeden ukochany z UNGARO i dwa od Niny Ricci też pięknie oprawione itd ;) uwielbiam

    pomysł z kalendarzem od lipca- genialny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) tak, Mały książę wzbudza wiele emocji także wśród moich koleżanek w pracy :)

      Oprócz niego i Fistaszków były jeszcze Gwiezdne Wojny w kolekcji limitowanej :)

      Usuń
    2. no i kupiłam ;) czekam na przesyłkę :) Kupiłam kalendarz ten mały, torebkowy z Małym Księciem :) W kolorze- żółtym :)

      Usuń
    3. Żółtego nie widziałam w ogóle z żadnej serii :)
      Mam nadzieję, że będziesz zadowolona :)

      Usuń
  8. przyznam się, że nie słyszałam wcześniej o Moleskinach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej mniejsza z Ciebie notesowa gadżeciara niż ja :)
      Ja moleskiny wielbię od lat i myślę, że to dopiero początek mojej kolekcji :)

      Usuń
  9. Mam jeden wysłużony kalendarz, trzy chyba nie sa mi potrzebne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jeden z nich to kalendarz, pozostałe dwa to notesy, z czego jeden tematyczny :)

      Usuń
  10. Bardzo lubię, zwłaszcza ich zapach :).

    Mam maleńki różowy kalendarz, ale rzadko używam.
    Mam też pamiętnik filmowy.
    I zwykły pamiętnik to także Moleskin; jeden już zapisałam, drugi z czerwoną okładką jest w połowie.

    Oprócz tego mam także City notebook, bo akurat moje miasto jest w tej serii :). Muszę go odkurzyć, bo dawno do niego nie zaglądałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś o zapachu nie pomyślałam :) Różowego moleskina nigdy nie widziałam (może i lepiej dla mnie, bo pewnie chciałabym go od razu mieć :)
      A City notebooka zazdroszczę - one mi się bardzo podobają! Mogliby zrobić Warszawę...

      Usuń
  11. Witam, próbowałam zalogować sie na stronie Amazon, którą podajesz, ale niestety nie wysyłają swoich produktów do PL, a jak tobie sie udało?
    Pozdrawiam
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne, bo ja wszystkie moje Moleskiny mam z brytyjskiego Amazona i nigdy nie było problemu z dostarczeniem ich do Polski...Chyba że coś się zmieniło w ciągu ostatniego pół roku, ale spróbuj sprawdzić raz jeszcze.

      Usuń
  12. It's going to be ending of mine day, except before finish I am reading this wonderful article to improve my knowledge.

    Review my site: Arjun Kanuri

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja wlasnie dzis kupilam pierwszego moleskine. Tak jak Tobie -zaczelo mi brakowac kalendarza, stwierdzilam ze bede zapisywac w kalebdarzu google, ale to nie to samo. W empiku sa teraz w korzystnej cenie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś :)

Ale uprzedzam, że uwagi typu "super, obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", w moim przypadku odnoszą odwrotny skutek.

Ogólnie zaglądam do wszystkich, którzy pozostawiają po sobie jakiś ślad, a jak mi się spodoba, to nie trzeba mnie zachęcać do obserwowania :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...