poniedziałek, 17 września 2012

Tusz Lancome Hypnose Star - pokazówka :)

Kurcze, to była ciężka robota :))

Zrobić sobie samej sesję zdjęciową, tzn nawet nie całej sobie, tylko własnym rzęsom i to w taki sposób, żeby pokazać wszystkie stany "przed", "po", "w trakcie" etc., nie jest łatwe (przynajmniej dla mnie)!

Pomijam już moje głupie miny, wytrzeszczanie oczu w stylu "zobaczyłam Matkę Boską!" i wszelkie zmarchy powiększone do rozmiarów słonia! Na to uprzejmie proszę nie zwracać uwagi (przynajmniej w miarę możliwości) :)
A co chciałam osiągnąć tym postem? Otóż moje miłe Panie (i Panowie, eeee???), chciałam zademonstrować nową maskarę, którą kupiłam całkiem niedawno i pokazywałam już w tym oto poście KLIK. Obiecałam wówczas, że zrobię pokaz, jak już będę jej regularnie używać.

Ok, do rzeczy, obawiam się, że może być sporo zdjęć, bo ujęć było mnóstwo - no, ale same rozumiecie - oko lewe, oko prawe, oba razem, patrzymy do góry, w dół, w bok :)

I oczywiście mam pełną świadomość tego, że dla niektórych pewnie efekt będzie zbyt mało spektakularny, dla innych z kolei być może zbyt widoczny - ucinając z góry wszelkie spory powiem tak - dla mnie jest w sam raz :)

Na początek moje rzęsiska saute -jeśli chodzi o długość, to nie są one jakieś powalające, ale też nie narzekam, bo mam naturalnie ciemną oprawę oczu, więc rzęsy widać nawet kiedy nie są pomalowane.





Tak, to właśnie te ujęcia z serii "widzę Matkę Boską"...


 Tu zaczynamy zbliżenia - najpierw oko prawe do dołu...


...i do góry :) 


A tu już zaczynamy zabawę :) Oko lewe z jedną warstwą Lancome Hypnose Star: 


Lewe oko z maskarą, prawe "gołe". Jest różnica, co? 


I to samo, tylko w ujęciu do dołu: 


Moim zdaniem efekt jest zadowalający - nie sztuczny ani przesadzony (nie sprawdzałam jeszcze co by się działo, przy kolejnych warstwach), ale jednak wyraziście naturalny, czyli coś, o co mi dokładnie chodziło. 



Tu widać efekt leciutkich pajęczych nóżek, ale wydaje mi się, że nie wywołuje on gęsiej skórki :) 


 I do kompletu, na drugim oku:




Ogólnie wydaje mi się, że tusz ten będzie idealny za jakiś tydzień, kiedy odrobinkę przeschnie. Dziś mogę powiedzieć, że raczej nie skleja rzęs, ale ja i tak zawsze rozczesuję je po umalowaniu (powyżej starałam się tego nie robić, żeby nie zepsuć pierwszego wrażenia). 


Opakowanie już wprawdzie pokazywałam, ale co tam - jest tak śliczne, że pokażę jeszcze raz :) 


A tu już nieco dziwna i inna szczoteczka - oczywiście już nie pamiętam, którą stroną pani w Sephorze radziła zaczynać, ale myślę, że to kwestia wyczucia :) 


Z jednej strony jest całkiem płasko: 


Z drugiej normalnie, ale fajne jest to, że dzięki spiczastej końcówce, możemy dostać się nawet do tych najkrótszych rzęs w kącikach oczu, bez jednoczesnego wymalowywania  sobie wzorów na reszcie powieki :) 



Ja jestem całkiem zadowolona, chociaż powiem tak - większość tuszy, nawet tych tańszych, zachowuje się na moich rzęsach bardzo podobnie - tzn daje widoczny efekt, pogrubia je trochę i wydłuża. Nowy Lancome robi dokładnie to samo. Jedyna różnica jest taka, że przy tych droższych maskarach po pierwsze raczej nie zdarzają mi się uczulenia ani żadne problemy z oczami, a po drugie rzadziej się one osypują czy też tworzą efekt pandy. Dlatego może Star nie powalił mnie na kolana, ale tak naprawdę wcale tego nie oczekiwałam. Wiem, że 139 zł (tyle kosztował w regularnej sprzedaży) to sporo, ale przyznam się, że od wielu lat już się przyzwyczaiłam do kupowania tuszy w tej cenie - i nie wynika to z mojego snobizmu, tylko z tego, co napisałam wyżej - jestem alergiczką i nie lubię ryzykować z drogeryjnymi maskarami. Chociaż nie tak dawno kupiłam (i używam na przemian z Lancome'm) maskarę firmy Covergirl, czyli amerykański odpowiednik chyba naszego Max Factora albo Maybelline (nie pamiętam dokładnie której firmy) i - odpukać - na razie nie sprawia mi żadnych kłopotów. Czyli może da się taniej :)

Reasumując, majtki z tyłka nie spadają, ale efekt jest całkiem zadowalający :)

Dajcie znać, co sądzicie - podoba się Wam efekt czy nie bardzo? Skusicie się na ten tusz?

PS Jeśli już jesteśmy w temacie tuszy, to przypominam, że chyba ciągle jeszcze trwa łączona akcja Clinique'a i Douglasa, podczas której możemy wymienić naszą starą maskarę dowolnej firmy (poza Clinique'iem), na jedną z trzech miniaturek. 
Ja chciałam Curling, ale niestety wszystkie "wyszły", więc ostatecznie wróciłam do domu z High Impact - już ją kiedyś miałam w pełnowymiarowym opakowaniu (i to nie raz), więc powinnam być zadowolona :) 

EDIT: 
Na specjalne życzenie Tovy1 :) wrzucam jeszcze sesję z podwójną warstwą, przy czym druga została nałożona już po wyschnięciu pierwszej. 


Z daleka jeszcze jakoś to wygląda, 


...ale z bliska już nie bardzo mi się podoba, bo rzęsy nie do końca dały się rozczesać i widać "owadzie nóżki", czego ja osobiście bardzo nie lubię...


Wybaczcie moje potargane brwi, ale w końcu, podobnie jak ja, są po całym dniu pracy :) 


 Efekt przy dwóch warstwach nie za bardzo przypadł mi do gustu, bo rzęsy są wyraźnie obciążone i posklejane.


 Co myślicie?


28 komentarzy:

  1. no przyzwoicie to wygląda :) niedługo będę musiała jakiś wybrać ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że efekt jest całkiem zadowalający :)

      Usuń
  2. takie tusze lubię. do douglasa pewnie nie dotrę, ale mam kilka "w zapasie" (chociaż to dziwne, bo tusze zwykle mi się nie gromadzą, no ale ostatnio kilka wpadło)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też w weekend odkryłam, że trochę sobie ostatnio chomikowałam :)

      Usuń
  3. Tusz jak tusz ale masz świetne rzęsy :) U Ciebie efekt widać, nie to co u mnie :/
    Ale żeby nie było, dam jej szansę.

    Zawsze podkreślałam, że zrobienie zdjęć samej sobie oraz zbliżenie na makijaż, pokazanie efektu maskary to jest sztuka. Trzeba się nagimnastykować ;) i wyczuć aparat łącznie z ustawieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Dlatego właśnie pisałam, że generalnie większość tuszy zachowuje się u mnie dość podobnie, tzn mnie wystarczy jeśli rzęsy są zaznaczone i je widać.

      Usuń
    2. Zmobilizowałaś mnie i wyciągnęłam ją na nowo. Będzie relacja :)bo myślę, że warto pokazać i napisać.

      Usuń
    3. Z chęcią obejrzę i poczytam, bo jestem ciekawa jak się zaprezentuje na kimś innym :)

      Usuń
  4. przekonałaś mnie to tego Lancome :) a swój tusz wymieniłam i opisałam akcję na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Moim zdaniem to bardzo przyzwoity tusz i jeśli tylko nie oczekujemy od niego cudów, to powinien się sprawdzić :)

      Usuń
  5. Mam wielką prośbę :)
    Czy możesz zrobic jeszcze jeden test (może byc bez zdjęć) - nałożyć na rzęsy 2 warstwy tuszu, przy czym drugą dopiero po kilku minutach, jak ta pierwsza już wyschnie.
    Czy porobiły się grudki lub rzęsy się pozlepiały?
    Bo ta wersja ma bardzo ciekawą szczoteczkę i mocno się nad nią zastanawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jeśli jutro nie będę się rano miotała jak szalona przed wyjściem do pracy, to postaram się zrobić taki test :) no, chyba, że dzisiaj po pracy mi się uda na spokojnie :) na pewno dam znać, co wyszło.

      Ale kojarzy mi się, że ktoś narzekał na sklejanie przez niego rzęs - może to też jest kwestia tego, że na początku on jest zbyt świeży i musi się trochę "uleżeć"?

      Usuń
    2. Drama nawet po leżakowaniu robił mi pajęcze nóżki :)
      I potrafił się brzydko zbrylić na rzęsach po tym jak je lekko rozczesałam.

      Usuń
    3. Z tym na razie nie widzę problemu, ale faktem jest, że nakładam tylko jedną warstwę. Nie zawsze muszę nawet rozczesywać szczoteczką po pomalowaniu, na ogół pierwsze nałożenie jest ok.

      Usuń
    4. Zrobiłam update, więc możesz zobaczyć na zdjęciach jak wyglądają dwie warstwy :)

      Usuń
    5. Dziękuję kochana :*
      Właśnie wybiłaś mi go z głowy :)
      Z Hypnose Drama(t) miałam podobnie, więc i na tą wersję się nie rzucę :)
      Bo u mnie jedna warstwa tuszu nic nie daje :)

      Usuń
    6. A bardzo proszę :) Wszystko jak widać zależy od tego jakimi rzęsami obdarzyła nas natura - ja np nie za bardzo lubię zanadto wydłużające tusze, bo wtedy rzęsy mi zahaczają o szkła okularów i ogólnie nie czuję się dobrze w takich długich i cienkich nitkach :)

      A ten mi bardzo podpasował.

      Usuń
    7. Ja wole te pogrubiające :)
      A zahaczanie rzęsami o okulary na pewno mi nie grozi :P

      Usuń
  6. znam ten ból związany z robieniem zdjęć :P ja do dzisiaj nie mam na blogu żadnej recenzji tuszu, bo nie potrafię zrobić ładnych zdjęć ;)

    a tusz daje bardzo ładny efekt :) jednak na razie mam otwarte, aż 3 tusze, więc wstrzymuję się z dokupowaniem kolejnych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo słusznie :) Ja na razie też jestem zaspokojona w tym temacie, jak skończę ten i Covergirl, to następny w kolejce będzie wreszcie pyton HR :)

      Usuń
  7. mi się podoba ;) musze wyprobowac , przejde sie do S. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie po jednej warstwie też się podoba, nawet bardzo :) Ciekawa jestem Twojej opinii :)

      Usuń
  8. naturalny efekt, rzęsy jak firanki, czego więcej chcieć? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż za tusz ! ... teraz twoje oczy są hipnotajzer ;-D
    Fajny blog,obserwuje jak i zapraszam do siebie !

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam miniaturkę tego tuszu z gazety i jestem nim zachwycona. Ta szczoteczka różna z obu stron u mnie świetnie się sprawdza. Co do samego tuszu zaczął sprawować się znacznie lepiej, gdy właśnie nieco przeschnął. Jest jego recenzja u mnie - mnie tam efekt zachwyca. Dałam go mojej mamie i u niej też się fajnie spisuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam go praktycznie każdego dnia i zgadzam się z Tobą, że najlepszy jest jak już trochę przeschnie - jestem z niego bardzo zadowolona :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz - jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś :)

Ale uprzedzam, że uwagi typu "super, obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", w moim przypadku odnoszą odwrotny skutek.

Ogólnie zaglądam do wszystkich, którzy pozostawiają po sobie jakiś ślad, a jak mi się spodoba, to nie trzeba mnie zachęcać do obserwowania :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...