środa, 21 stycznia 2015

Moje seriale cz.2: oglądane: polecane / guilty pleasure


Dzisiejsza część posta, który może okazać się najdłuższym w mojej blogowej karierze, będzie poświęcona temu, co pewnie zainteresuje innych serialomaniaków najbardziej, czyli serialom, które oglądam w miarę na bieżąco (i które polecam)
Bez przydługich wstępów (bo poprzednio już chyba wyczerpałam temat), przechodzimy do listy - kolejność jak poprzednio, raczej przypadkowa:
  • Dr Who - zaczynamy z "grubej rury", czyli od angielskiego serialowego "szefa wszystkich szefów" i pozycji absolutnie uniwersalnej i KULTOWEJ :)) Nie będę nawet próbować silić się na jakieś głębokie opisy, tylko napiszę, że ten serial zawiera w sobie WSZYSTKO i najzwyczajniej w świecie albo się go kocha, albo nam wisi i powiewa, ale zapewniam, że kiedy się go zacznie oglądać, to jest mała szansa, że uda się w nim NIE przepaść bez reszty (i potem ma się z głowy całe lata, bo w zależności od stopnia uzależnienia, można oglądać wyłącznie nowe sezony, albo cofnąć się do lat 60. albo wracać do wybranych odcinków ze "swoim" Doktorem. Bo tak właśnie jest - każdy ma "swojego" Doktora (moim jest zdecydowanie 10, czyli David Tennant i mimo naprawdę ogromnej sympatii, jaką darzyłam Matta Smitha, czyli Jedenastkę oraz Petera Capaldiego, czyli obecnego Doktora, nic nie jest w stanie przebić mojej dzikiej wręcz namiętności do Davida). Właściwie mogłabym spokojnie poświęcić cały ten wpis tylko tej pozycji, ale obawiam się, że nikt (ze mną włącznie) nie wytrzymałby takiej dawki egzaltacji. Bo ja po prostu Doktora U W I E L B I A M i kropka. 
Dalej będą szły tytuły, które właściwie wszystkie należą do jednej kategorii, czyli bardzo szeroko pojętych kryminałów. Mamy więc:
  • Fargo - to serial, który ma szansę się spodobać zarówno tym, którzy znają film braci Coen o tym samym tytule, jak i pozostałym, bo najkrócej mówiąc - to jest po prostu kawałek świetnej telewizji! I właściwie można się tylko zastanawiać, czy lepszy jest w nim Martin Freeman, czy Billy Bob Thornton. Bardzo gorąco polecam. 
  • True Detective, czyli jeden z największych hitów ubiegłego roku. Kolejny przykład tego, że machina serialowa rozpędza się coraz bardziej i wciąga w siebie kolejnych aktorów kojarzonych do tej pory wyłącznie z dużym ekranem - w pierwszym sezonie mieliśmy fantastyczny duet Matthew McConaughey - Woody Harrelson  i mroczny i duszny klimat bagnistej Luizjany, w zapowiadanym kolejnym ma być Colin Farrell i ciekawe co z tego wyjdzie. 
  • The Fall - to jest moje odkrycie ostatnich lat, serial jakby stworzony dla mnie - o policjantce (Gillian Anderson, która z wiekiem coraz bardziej pięknieje) i seryjnym zabójcy (Jamie Dornan, udowadniający, że naprawdę ma do zaoferowania znacznie więcej niż śliczną buzię i ciało), a całość dzieje się w Belfaście. Historia trzyma w napięciu, a cała otoczka (znany nam od początku zabójca, który okazuje się szanowanym członkiem społeczności, ojcem i mężem) sprawia, że każdy kolejny odcinek oglądamy z rosnącym poczuciem dyskomfortu. 
  • Sherlock - z tym serialem mam podobną sytuację, jak z Doktorem Who, a mianowicie jestem kompletnie nieobiektywna, ponieważ duet Benedict Cumberbatch - Martin Freeman, z dodatkiem Ruperta Gravesa jako Lestrada, Marka Gatissa jako Mycrofta oraz Andrew Scotta w roli Moriarty'ego jest tak doskonały, że jeśli ktoś uważa inaczej, to sorry, ale lepiej żeby się przy mnie do tego nie przyznawał :) 
  • Ripper Street - to jest dopiero niesamowita historia. Po fantastycznych dwóch sezonach (momentami bardzo okrutnych i bardzo mrocznych), BBC zdecydowało się (mimo ogromnych protestów) skasować ten serial, co odniosło taki skutek, że chyba pierwszy raz w historii, na kontynuację serii zdecydowała się inna stacja (Amazon) i tak oto powstał trzeci sezon - yay! Polecam wszystkim, którzy lubią depresyjne XIX-wieczne klimaty i wyraziste postaci (moja sympatia jest rozdzielona równo pomiędzy całą główną trojkę, chociaż nie ukrywam, że mam niemałą słabość do Kapitana Homera Jacksona, chyba przez jego temperament i niewyparzony język :)).
  • Broadchurch -  cóż mogę powiedzieć - jeśli w czymś występuje David Tennant (zwany przez moją ukochaną mamę jastrzębiem), to wiadomo, że prędzej czy później, ja się w to wciągnę. Akurat przy Broadchurch nie było to trudne, bo to świetny serial - mamy tajemniczą zbrodnię i małe angielskie miasteczko, w których każdy ma swoje sekrety (brzmi trochę jak Twin Peaks, co?). Ogólnie to taki niepozorny klejnocik. 
  • Hannibal - tu właściwie wystarczą tylko dwa słowa: MADS MIKKELSEN. Mads jest po prostu wybitny i do dziś nie mam pojęcia, jak udało mu się sprawić, że rola filmowego psychopaty nr 1, czyli Hannibala Lectera, która wydawało się, należy dożywotnio do Anthony'ego Hopkinsa, dziś jest w miarę równo dzielona pomiędzy tych dwóch panów. Ten serial zdecydowanie wywołuje dużo skrajnych emocji, począwszy od niesmaku, przerażenia (są odcinki, których nie byłam w stanie oglądać wieczorem, a nawet w ciągu dnia musiałam robić przerwy), aż po obrzydzenie, ale jednocześnie chyba nie widziałam jeszcze produkcji, która dorównywałaby mu od strony wizualnej - to jest po prostu majstersztyk. Ok, Hugh Dancy i jego pieski też są cudowne :) 
  • Luther - niby kolejny mroczny kryminał z dręczonym własnymi demonami policjantem (Idris Elba, auć), ale ma w sobie także coś, czego brakuje innym tego rodzaju tytułom. Plus przedziwna relacja pomiędzy wspomnianym policjantem, a psychopatyczną zabójczynią (cudowna Ruth Wilson). Nie mogę się doczekać kolejnego sezonu!
  • Criminal Minds - właściwie to po tylu latach (10 sezonów!), nie wiem, czy nie należałoby go zaliczyć do grupy "guilty pleasure", ale powiedzmy, że póki co znajduje się jeszcze na granicy :) No, cóż poradzę - nie mogę przecież odpuścić serialu o grupie profilerów z FBI! Miał on już swoje lepsze i gorsze sezony, niektóre wybory obsadowe też są dyskusyjne, ale nie zmienia to faktu, że uwielbiam go oglądać (chociaż czasem boję się tak, że muszę sprawdzać kilka razy drzwi oraz wszystkie pomieszczenia - za dużo już było odcinków, w których ofiarami były mieszkające samotnie kobiety w moim wieku :)) No i mam słabość do agenta Hotchnera oraz Dr Reida...I Joe Mantegny w roli agenta Rossiego... 
  • Forever - to chyba najświeższy tytuł na liście, również na granicy szczerej polecanki i "guilty pleasure" - trochę kryminalny dramat, trochę sci-fi - opowiada bowiem o patologu, który poza tym, że współpracuje z nowojorską policjantką, to jeszcze...jest nieśmiertelny. Na razie (skończył się 1 sezon) mogę powiedzieć tyle - jest miło, podobają mi się główne postaci i ich interakcje, a przede wszystkim podoba mi czarujący doktor Henry Morgan (przede wszystkim jako bohater, bo jako mężczyzna pozaserialowy, jakoś mniej). W poprzedniej części wspominałam króciutki serial New Amsterdam i nic nie poradzę na to, że te dwie pozycje bardzo mi siebie przypominają. Co nie znaczy, że uważam to za wadę. 
  • Gotham - tu muszę powiedzieć, że do końca nie wiem, co napisać o tym tytule. Wejście miał mocne (bo to historia komisarza Gordona, który pracuje w Gotham City w czasach kiedy Batman był jeszcze chłopcem - tak, poważnie :)) a potem trochę wszystko...okrzepło. Oglądam nadal, bo fascynuje mnie Ben McKenzie i jestem ciekawa, co będzie dalej, ale trochę się boję, że może się skończyć przerostem formy nad treścią. No nic, zobaczymy...Ale Ben jest faaajny (to taka młodsza wersja Buda z L.A. Confidential)...
  • Banshee - kolejna pozycja, z którą mam problem - otóż bowiem główny pomysł fabularny, spajający całość to totalnie nietrzymająca się kupy historia złodzieja, który po 15 latach spędzonych w więzieniu, w wyniku niezwykłego (i raczej idiotycznego) zbiegu okoliczności zostaje...szeryfem małego miasteczka. A to dopiero początek, bo mamy tu i ukraińską mafię i szarą eminencję, czyli pozornie przeciętnego biznesmena, który tak naprawdę trzyma całe miasto za gardło lub w kieszeni, a do tego grupę amiszów oraz indiański rezerwat! O obowiązkowym w każdym odcinku (ostrym) mordobiciu nie wspomnę. Banshee da się oglądać wyłącznie z dużym przymrużeniem oka, zignorowawszy wszystkie idiotyzmy, których niestety z odcinka na odcinek pojawia się coraz więcej. Pierwszy sezon podobał mi się bardzo, drugi obejrzałam chyba tylko siłą rozpędu, a trzeci dopiero się rozkręca, więc ciężko powiedzieć, co będzie dalej. Niemniej jednak uwielbiam duet Job-Sugar i uważam, że choćby tylko dla ich dialogów warto się skusić na parę odcinków :)
  • Justified - z tym serialem mam problem, bo gdyby skończył się jakieś 2 sezony temu, to pewnie rozpaczałabym po jego stracie i zgrzytała zębami ze złości, ale gdzieś w międzyczasie straciłam do niego serce. Czekam wprawdzie na kolejny sezon, ale jednocześnie czuję, że historia Raylana, który jest takim współczesnym kowbojem (bo w ogóle Justified to taki podrasowany western), już nie do końca do mnie przemawia. Czyli jak w punkcie wyżej - no nic, zobaczymy...
  • Masters of Sex - przez chwilę zastanawiałam się wprawdzie, czy ten tytuł nie powinien znaleźć się w części poświęconej serialom przerwanym, ale ostatecznie stwierdziłam, że jednak nie, bo mimo że znowu niepotrzebnie zrobiłam przerwę pomiędzy sezonami, to czuję wewnętrzną gotowość na kontynuację :) Powiem tak - zaczęłam to oglądać po przeczytaniu wielu pochwał (no i kto nie byłby ciekaw serialu o pionierskich badaniach nt. seksualności :P), a zostałam dla Michaela Sheena - to jest świetny przykład aktora o bardzo przeciętnej aparycji, który nadrabia to ekranową charyzmą - jeśli nie wierzycie, obejrzyjcie kilka odcinków! 
  • Penny Dreadful - żeby nie było, że wszystkie seriale oglądam wyłącznie dla panów, to Penny jest przykładem na to, że niekoniecznie :) To jest bowiem serial Evy Green i nawet dawno nie widziany Timothy Dalton (oraz Josh Hartnett) tego nie zmienią - Eva rządzi i to jak! Co do samej fabuły, to trochę niestety mam wrażenie, że się gdzieś po drodze zaczyna rozjeżdżać (może za dużo jest wątków pobocznych), ale mimo wszystko dla takiej kreacji warto!
  • The Bridge / Bron/Broen - tu mamy właściwie dwa seriale w jednym punkcie, bo szwedzko-duński oryginał (o którym pisałam TUTAJ ) również ma być kontynuowany. The Bridge to jego amerykańsko-meksykańska wersja, też interesująca (chociaż ja zdecydowanie wolę tę pierwszą) - pierwszy sezon jest bardzo podobny, potem się rozjeżdża, ale oryginał nadal rządzi, zwłaszcza jeśli chodzi o dynamikę między postaciami.  
  • Episodes - chyba jedyna komedia na liście - zaczęłam z ciekawości, jak sobie radzi dziś Matt LeBlanc (czyli Joe z Friendsów) i wpadłam po uszy - jest momentami totalnie politycznie niepoprawnie, absurdalnie, ale cholernie zabawnie. Pierwsze dwa sezony powalają na łopatki, trzeci już trochę stracił rozbieg, ale i tak czekam na nowe odcinki "Odcinków" :) 
I w końcu przechodzimy do części, którą nazwałam na własny użytek seriale oglądane - guilty pleasure, czyli wszystkie tytuły, które nadal trzymają mnie przy sobie, chociaż czasem sama poważnie zastanawiam się, dlaczego...
  • The Blacklist - tu akurat nie mam problemu z określeniem, co mnie trzyma przy czymś, co na początku podobało mi się bardzo, potem nieco mniej, a obecnie coraz mocniej działa mi na nerwy. Pamiętacie, jak wspominałam o tym, że często oglądam serial dla aktora? No więc damn you, James Spader! Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam, chociaż przyznaję, że niektóre twisty fabuły są całkiem interesujące. 
  • Constantine to ekranizacja ponoć kultowego komiksu Hellblazer (nie piszę tego z doświadczenia, bo komiksy to kompletnie nie moja bajka) o egzorcyście walczącym z nadnaturalnymi mocami. 8 odcinków za mną i nadal nie jestem w 100% kupiona, ale powiedzmy, że daję mu jeszcze szansę. 
  • Supernatural - to jest chyba moja największa guilty pleasure :) Niektóre odcinki (albo wręcz niemal całe sezony) są wręcz drastycznie durne, ale niestety obawiam się, że moja przygoda z braćmi Winchester i uroczo pierdołowatym aniołem Castielem dobiegnie końca wyłącznie w przypadku, kiedy producenci zdecydują się na ostateczne rozstrzygnięcie (czyli pewnie za jakieś 30 lat). No co mam powiedzieć, lubię tę ekipę :) 
Ok, to chyba tyle na dziś. W kolejnej (ostatniej już!) odsłonie, znajdą się wszystkie seriale, które z jakichś powodów przestałam oglądać (do niektórych na pewno wrócę, do innych na pewno nie), a także te, które na obejrzenie czekają. 

Mam nadzieję, że jeszcze jesteście ze mną :) 

24 komentarze:

  1. Sporo tytułów znam o również oglądam, kilka zupełnie jest dla mnie nowych i właśnie przeglądam linki i zapisuję na swoją must listę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ogóle to uwielbiam Twoje mini recenzje:)

      Usuń
    2. Dzięki, bardzo miło to czytać :) Przyjemnego odkrywania nowych tytułów! :)

      Usuń
  2. Ripper Street- nie słyszałam o nim wcześniej, ale jestem zaintrygowana :D Muszę namówić mojego R., akurat szukamy czegoś nowego dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ripper Street bardzo polecam, zwłaszcza jeśli lubicie XIX-wieczne klimaty i Londyn (ale nie ten wyrafinowany, tylko zdecydowanie bardziej obskurny) oraz kryminał zmiksowany z dramatem i akcją :)

      Usuń
  3. Supernatural UWIELBIAM :D Lubię jeszcze Grę o Tron, Tha Walking Dead ;) ogólnie seriale są moją słabością ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, jak widać, MOJĄ też :) Gra o Tron jest u mnie w trzeciej części wpisu, o serialach przerwanych (ale z szansą na powrót). Natomiast The Walking Dead zaczęłam, ale to w ogóle nie była moja bajka, więc nie ciągnęłam już tego na siłę.
      No a Supernatural to jest coś tak odjechanego, że po prostu przestałam z tym walczyć :)

      Usuń
  4. Zdecydowaną większość widziałam i mam podobne zdanie :) (jak to miło dowiedzieć się,że nie jest się jedyną osobą oglądającą taaaakie ilości kryminałów ;)). Ostatnio odkryłam i obejrzałam w dwa dni pierwszy sezon "The Knick" -bardzo, bardzo polecam! Szpitalne realia końca XIX w. i genialny Clive Owen - uwielbiam i nie mogę doczekać się kolejnej serii.
    W zdecydowanej czołówce mojego prywatnego rankingu znajdują się również Mad Men, Hause of Cards, Game of Thrones i coś, co zawsze poprawia mi humor, czyli The Big Bang Theory :)
    O kilku z Twojej listy w ogóle nie słyszałam, ale już naprawiłam ten błąd i zapisałam na liście "do obejrzenia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja zdecydowanie uwielbiam kryminały wszelkiej maści - im więcej, tym lepiej :) The Knick miałam na liście, ale trochę się zniechęciłam ze względu na duże ilości drastycznych scen (nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale jestem w stanie obejrzeć i przeczytać opisy naprawdę krwawych zbrodni, natomiast przy klimatach szpitalnych totalnie wymiękam) i jeszcze nie wiem, czy to w końcu dźwignę. Chociaż nie ukrywam, że Clive Owen jest silnym magnesem :)
      Natomiast obawiam się, że po następnym wpisie możesz lubić mnie już nieco mniej, bo właściwie wszystkie z wymienionych przez Ciebie ulubionych tytułów znalazły się na mojej liście... seriali przerwanych (sorry)...A czemu tak jest - o tym za parę dni :)

      Usuń
    2. Dopiero zobaczyłam odpowiedź- nie ma to jak spostrzegawczość;)
      Na mnie taką samą moc przyciągania mają kryminały, jak i historie dotyczące początków medycyny i tyczy się to zarówno seriali, jak i książek (Stulecie chirurgów Thorwalda połknęłam w jedną noc, nie mogłam się oderwać).
      A jeśli chodzi o seriale przerwane, to wcale Ci się nie dziwię - sama miałam ochotę zrobić to kilka razy :)
      W Game of Thrones wciągnął mnie mąż i początkowo oglądałam, bo "wybrał, więc niech mu będzie";) - w przeciwieństwie do niego nie czytałam wcześniej książek, więc nie wiedziałam co mnie czeka, a początki łatwe nie były, ale jak już oswoiłam się z faktem,że nie należy przyzwyczajać się do żadnej postaci, to się wciągnęłam i oglądałam bardzo chętnie. House of Cards = Kevin Spacey, którego uwielbiam, ale też polityka, której nie znoszę, tu było coś na zasadzie love-hate relationship, od obejrzenia pierwszego odcinka minął chyba miesiąc, nim zobaczyłam kolejny, ale później z każdym było już tylko lepiej. W ogóle uważam, że żeby wciągnąć się w jakiś serial musi coś zaskoczyć, czasami moment w życiu nie jest odpowiedni, czasami ma się po prostu ochotę na coś innego...

      Usuń
  5. ja tam uwielbiam supernatural. te wszystkie odzywki Deana, słabostki Crawleya i pierdołowatość Castiela są bezcenne. poza tym widać, że aktorzy autentycznie się lubią i jest między nimi dobra chemia - nawet po tylu sezonach (swoją drogą, tylko siódmy z lewiatanami mi się nie podobał)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Supernatural uwielbiałam do pewnego momentu, potem zostałam już wyłącznie dla głównego tria + postaci Crawleya, natomiast mam wrażenie, że jeśli chodzi o fabułę, to niestety scenarzyści chyba się już wypalili i jedynie co jakiś czas zdarza się jakaś perełka, a tak to raczej nuda i odgrzewane kotlety (ile można oglądać polowania na złe wampiry-dobre wampiry/demony o inteligencji pantofelka, czy zbuntowane anioły?)

      Usuń
  6. Praktycznie nic nie oglądam, nie mam na to czasu, a jak już jakiś znajdę, to nie wiem co oglądać :D Dzięki Tobie mam już jakiś trop, i chyba skuszę się na sherlocka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam się przydać :) Sherlock jest jednym z moich największych ulubieńców, chociaż jak widać w komentarzu poniżej, nie każdy się ze mną zgadza :) Ale cóż - wybór jest spory, więc jeśli nie polubisz Benedicta, to może znajdziesz coś innego - miłego oglądania! :)

      Usuń
  7. Benedict Cumberbatch zniechęcił mnie do Sherlock'a, obejrzałam dwa odcinki i odpadłam. Nie moje klimaty jakoś, podobnie jak jak w przypadku Broadchurch, kiedy wynudziłam się strasznie ;)
    Za to z Twojej listy wpadło mi w oko kilka tytułów i akurat w samą porę, bo rozkłada mnie przeziębienie.... Nie będę się nudzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak widać - ewidentnie rozjeżdżają nam się gusty filmowe, bo akurat i Sherlock i Broadchurch są w mojej ścisłej czołówce :) Ale cóż - gdyby wszyscy lubili to samo, to by było cholernie nudno, cieszę się, że mimo wszystko znalazłaś coś na mojej liście :) Zdrowia życzę (i miłego oglądania)!

      Usuń
    2. Dziękuję :)
      Zaczęłam oglądać Masters of Sex i jestem pod wrażeniem, czuję że z przyjemnością obejrzę całość.

      Wiesz, czasami z serialami/filmami jest różnie. Musi pojawić się chemia. No i dla mnie pierwsze skrzypce gra temat, uwielbiam wszystko co związane z polityką, wojskiem, wywiadem, prawnikami, działką medyczną. Criminal Minds długo śledziłam, lecz w którymś momencie poczułam się przytłoczona i dla odmiany obejrzałam The Following, Shameless, Sons Of Anarchy.

      Dodam, że doceniam wkład w przygotowanie posta i dziękuję Ci za to :)

      Usuń
    3. Zgadzam się w 100% z tą chemią - dlatego właśnie staram się nie przekonywać kogoś na siłę, że to co oglądam, jest najlepsze, bo wiem, że czasem po prostu "nie zaiskrzy" i tyle, nie ma się co złościć czy obrażać - zupełnie jak z ludźmi :)

      Ja się właśnie zbieram do drugiego sezonu Masters of Sex (cieszę się, że Ci się spodobał!), bo podobno jest równie dobry, jak pierwszy.

      Przyznam się natomiast, że The Following odrzuciłam dość wcześnie, bo o ile jestem w stanie przełknąć naprawdę dużą ilość idiotyzmów, jeśli są one pokazywane z choćby minimalnym przymrużeniem oka, to w wypadku kiedy próbuje mi się z pełną powagą wmówić, że wszyscy poza kryminalnym mastermindem są totalnymi idiotami, to sorry, ale nie wchodzę w to. O Sons of Anarchy czytałam sporo dobrego, ale nie do końca mnie kręci temat, podobnie z Shameless (co nie znaczy, że kiedyś się na nie nie skuszę :))

      I dziękuję Ci Asiu za miłe słowa - zawsze się cieszę, kiedy jakiś wpis wywołuje reakcję :)

      Usuń
    4. Pewnie i nic na siłę :) Jednak nie wszyscy to rozumieją i potrafią przełożyć na realne działanie.

      Zanim zabiorę się za drugi sezon Masters of Sex muszę przez chwilę odpocząć mentalnie. Nie wiem jak dla Ciebie, lecz czuje się w tym serialu "pewien ciężar" osiadania emocji.

      The Following w jakiś sposób mnie omotał, na tyle, że pochłonęłam go prawie w całości czekając niecierpliwie na kolejne odcinki. Pod koniec byłam już nieco znużona. W sumie nie wiem, czy obejrzałabym jeszcze raz.
      Shameless jest ... dziwny. Za każdym razem kiedy miałam ochotę porzucić go na amen, wracałam.
      Sons of Anarchy faktycznie nie każdego uwiedzie tematem, dlatego nic na siłę. Sama tak długo zwlekałam aż...serial został zakończony. Przekonała mnie muzyka. Dopasowanie perfekcyjne!

      Cała przyjemność po mojej stronie :))) i pisz więcej/częściej. Nie zawsze się udzielam, lecz zaglądam regularnie. Masz DAR :) i cieszę się, że chcesz i potrafisz się nim dzielić :*

      Usuń
    5. Dziękuję :)) Problem z moim pisaniem polega na tym, że często się hamuję, bo mam wątpliwości, czy w ogóle ktokolwiek będzie miał chęć poświęcić swój czas na czytanie moich wpisów - wiem, że już ktoś zaczyna blogować, to powinien teoretycznie mieć to gdzieś i po prostu pisać, ale cóż - ten typ tak ma - i zaręczam, że to nie jest z mojej strony kokieteria :)

      The Following to był chyba mój największy serialowy zawód w życiu - czytałam o tym serialu zanim jeszcze powstał, uwielbiam Kevina Bacona i Jamesa Purefoy'a, tematyka była stworzona jakby dla mnie, więc byłam święcie przekonana, że to będzie mój strzał w dziesiątkę. No i tak jak napisałam w komentarzu wyżej - sposób, w jaki sportretowano poszczególne postaci (w dodatku robiąc to na poważnie), niestety odrzucił mnie po kilku odcinkach - stwierdziłam, że nie mogę się zmuszać do oglądania czegoś, jeśli mam to robić zgrzytając zębami ze złości :) No, ale cóż - bywa i tak. A jeśli polubiłaś Jamesa, to polecam Rzym, w którym go odkryłam wiele lat temu - grał Marka Antoniusza :)

      Usuń
  8. W tej cześci jest zdecydowanie więcej "moich" seriali. Dla mnie numerem 1 na zawsze już chyba będzie "Hannibal", ale "Fargo" i "Masters of sex" były genialne, "True Detective" bardzo dobry, tak samo "Sherlock" i "Broadchurch". Na wszystkie z nich czekam z niecierpliwością! W "The Fall" rozczarowało mnie strasznie zakończenie drugiego sezonu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się finał The Fall całkiem podobał - nie było to wprawdzie zupełnie to, czego bym się spodziewała, ale do końca trzymał mnie w napięciu, więc nie narzekam :) No i w końcu miałam jakąś tam równowagę pomiędzy postacią Toma Andersona, którego od razu polubiłam, a potwornie wręcz działającą mi na nerwy Benedetto :) Czekam na trójkę!

      Nie wiem, czy widziałaś trailer 3 sezonu Hannibala - ja już przebieram nogami z niecierpliwości :)
      https://www.youtube.com/watch?v=9kN7fhWnhdM

      Usuń
    2. Widziałam, widziałam, jaram się strasznie! :)

      Usuń
  9. Nie oglądałam żadnego z nich. Raczej nie lubię seriali i jestem do nich sceptycznie nastawiona.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś :)

Ale uprzedzam, że uwagi typu "super, obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", w moim przypadku odnoszą odwrotny skutek.

Ogólnie zaglądam do wszystkich, którzy pozostawiają po sobie jakiś ślad, a jak mi się spodoba, to nie trzeba mnie zachęcać do obserwowania :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...