piątek, 16 czerwca 2017

Dzień dobry, czy zastałam Jolkę?

Khm, khm.

Gdyby to był serial telewizyjny, w tym momencie na ekranie pojawiłby się napis:

9 miesięcy później...

a potem oczywiście akcja ruszyłaby dalej z kopyta, bez zbędnej zwłoki. 

Ale że nie jest to serial (mimo że niekiedy mam co do tego poważne wątpliwości), to tym najwierniejszym z Was, którzy nie postawili jeszcze na mnie krzyżyka, należą się ze dwa słowa wyjaśnienia, co się ze mną działo, kiedy mnie nie było. 

Otóż moi drodzy - banał nad banałami - życie mnie dopadło. A konkretniej praca. Tak, wiem, narzekałam, jak jej nie było, a kiedy już ją mam, to mam chęć narzekać jeszcze bardziej. Bo owa praca nie dość, że wyssała ze mnie praktycznie całą życiową energię i entuzjazm, to jeszcze pozbawiła mnie wszelkiej kreatywności. Właściwie spokojnie mogłabym napisać książkę (i to w paru tomach) o sytuacjach, z którymi zetknęłam się w ciągu ostatnich kilku miesięcy i wierzcie mi, że byłby to niezły komediodramat. Z elementami horroru. Zakończony rozstrojem nerwowym głównej bohaterki. No, ale cóż, człowiek (oraz dwa wiecznie puste kocie brzuchy) na samym powietrzu długo nie pociągnie, więc chcąc nie chcąc (choć zdecydowanie bardziej NIE chcąc), dzień po dniu zwlekam się z łóżka, mamrocząc pod nosem "pracuję, żeby moje koty miały godne życie"... Żeby jeszcze tylko te dwa małe łobuzy doceniały moje poświęcenie...No ale wiadomo - od kochania to można mieć psa. A kot jest istotą wyższą. 

A co poza tym, że podpieram się nosem ze zmęczenia, a i tak nie mogę spać? Otóż stuknęła mi właśnie ... nie wchodząc w szczegóły - powiedzmy, że kolejna 18-tka z hakiem :) Nie żebym jakoś mocno się przejęła tą zmianą kodu, bo w sumie mentalnie i tak od lat oscyluję gdzieś w okolicach dwudziestu paru lat, ale tak jakoś wzięło mnie na wszelakie rozważania. No i między innymi stwierdziłam, że jednak spróbuję tu zajrzeć od czasu do czasu i zarzucić jakiś niespecjalnie wymagający intelektualnie temat, choćby po to, żeby pobudzić do myślenia te moje kilka szarych komórek, które jeszcze się ostały. Bo jak by nie patrzeć, lubię to miejsce i szkoda byłoby je tak całkiem zmarnować. Prawda? Dobra, nawet jeśli będę gadać wyłącznie do siebie - zawsze to lepsze niż rozwiązanie zastosowane przez bohatera filmu Falling Down (to ten z Michaelem Douglasem i kijem bejsbolowym, jakby ktoś nie pamiętał). 

Myślę, że za jakąś chwilę podzielę się z Wami kilkoma serialowymi ulubieńcami, bo to jest jeden z moich stałych sposobów na odreagowywanie stresu i trochę mi się tych tytułów uzbierało w międzyczasie. 

Dam też znać, co ciekawego przeczytałam/czytam. 

Ale to za moment, jak już złapię oddech i wyjdę z szoku, że jednak coś mi się udało tu napisać :) 

Swoją drogą ciekawe co u Was słychać - mam nadzieję, że życie jest dla Was łaskawsze niż dla mnie. 

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Cześć:) Jak widać - jestem prawie jak hiszpańska inkwizycja - nikt się mnie nie spodziewa i nagle - bach! :)

      Usuń
  2. Fajnie, że (znów) wróciłaś 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już najwyraźniej taka moja mała świecka tradycja - pojawiam się i znikam :) Ale jednak wracam, jak bumerang.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja się cieszę, że ktoś tu jeszcze zagląda oprócz mnie :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz - jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś :)

Ale uprzedzam, że uwagi typu "super, obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", w moim przypadku odnoszą odwrotny skutek.

Ogólnie zaglądam do wszystkich, którzy pozostawiają po sobie jakiś ślad, a jak mi się spodoba, to nie trzeba mnie zachęcać do obserwowania :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...