sobota, 8 marca 2014

Hurtowy wpis filmowy cz.2 Mads Mikkelsen odsłona pierwsza

No i bach, kolejny wpis filmowy, druga część hurtowego przeglądu :)

Tym razem głównym bohaterem będzie Mads Mikkelsen, ponieważ uważam, że to jeden z najwybitniejszych współczesnych aktorów, obdarzony taką ekranową charyzmą, że na dobrą sprawę mógłby z powodzeniem przez półtorej godziny siedzieć nieruchomo przed kamerą i przełykać ślinę, a i tak stworzyłby niezapomnianą kreację. Dla tych z Was, którzy nie bardzo wiedzą, o kim mowa, napiszę w skrócie, że Mads jest Duńczykiem i już od początku swojej kariery filmowej wybierał postaci charakterystyczne i zapadające w pamięć, stopniowo wybijając się coraz bardziej i stając się symbolem aktorskiej jakości oraz z czasem także najsłynniejszym duńskim "towarem eksportowym". Bardzo podoba mi się w nim to, że nawet po tym, kiedy został zauważony przez Hollywood i zdobył popularność za oceanem, jego kariera nadal biegnie dwutorowo - nadal kręci filmy także w Europie, ceni sobie życie rodzinne i ma ogromny dystans do całego blichtru i rozgłosu wokół siebie. Do najbardziej rozpoznawalnych tytułów oraz granych przez niego postaci należy bez wątpienia najnowsze wcielenie najsłynniejszego psychopaty ever, czyli Hannibala Lectera w serialu NBC (to jest rola wybitna podwójnie - po pierwsze sama w sobie, a po drugie jako coś, co dla aktora jest niezwykle ciężkie do dźwignięcia, a mianowicie wcielenie się w postać, która została wcześniej zagrana DOSKONALE i bez jednej fałszywej nuty przez Anthony'ego Hopkinsa - a jednak Mikkelsenowi udało się dokonać prawie niemożliwego i zbudował postać od nowa w taki sposób, że nie tylko nie jest ona zaprzeczeniem roli Hopkinsa, ale wręcz stanowi jej dopełnienie - to się nazywa aktorski geniusz!), Lucas w "Polowaniu" (o którym więcej będzie poniżej), czy Le Chiffre w jednym z Bondów - Casino Royale. Jednak poza tymi filmami, w dorobku Madsa znajduje się mnóstwo fantastycznych i mniej znanych tytułów, po które warto sięgnąć, bo każdy z nich jest absolutnie wyjątkowy i daje do myślenia.
Dziś napiszę o kilku z nich, a parę innych zostawię na następny raz :)


The Hunt, czyli Polowanie (w oryginale Jagten) był silnym ubiegłorocznym kandydatem do Oskara w kategorii filmów obcojęzycznych - kibicowałam mu z całych sił, ale niestety niewystarczająco, jak się okazało (przegrał z innym, podobno równie wybitnym obrazem - Wielkie piękno, który nadal jest przede mną, więc ograniczę się tylko do tej krótkiej wzmianki). Wyreżyserował go Thomas Vinterberg, o którym wspominałam pokrótce przy okazji filmu "Submarino" TUTAJ. Przyznam się, że miałam chęć pokusić się o pełną recenzję tego obrazu, bo to prawdziwy klejnot w swojej kategorii, ale nie jestem pewna, czy nie odstraszyłabym Was poziomem mojego entuzjazmu :)
"Polowanie" to film bez jednej zbędnej sceny, zrobiony z taką finezją, że praktycznie od pierwszych minut widz zostaje po prostu wciągnięty w pokazywany świat i staje się uczestnikiem wydarzeń, a nie tylko ich biernym obserwatorem. Sama historia jest bardzo ciężka, bowiem porusza temat molestowania seksualnego dzieci, a także (w większym stopniu) przedstawia mechanizmy, jakie funkcjonują w małej zżytej ze sobą społeczności. I to ten drugi aspekt pokazany jest w tak mistrzowski sposób, że czujemy się, jakbyśmy co jakiś czas dostawali cios pięścią w żołądek - za sportretowanie grupy, która  za sprawą jednego zdania jest w stanie przejść w mgnieniu oka od przyjaźni i zażyłości do nienawiści i prawie publicznego linczu, Vinterbergowi należą się stojące owacje. A Mikkelsen jako Lucas, który w całym szaleństwie stara się za wszelką cenę zachować zimną krew i godność, jednocześnie wzrusza, wzbudza współczucie i ogromną sympatię i po prostu zwala z nóg - jeśli szukacie aktorstwa na najwyższym poziomie, to znajdziecie je w tym filmie. Ostrzegam jednak lojalnie, że chyba każdy zdrowo myślący człowiek podczas oglądania będzie czuł narastającą złość, bo ten obraz po prostu dotyka czułych strun i pokazuje ludzi od nieprzyjemnej strony, od której wolelibyśmy siebie nie oglądać. Dodatkowym "smaczkiem" są dwa, czy trzy zdania po polsku (w dodatku wypowiedziane taką ładną Polszczyzną, że chapeau-bas, Alexandro Rapaport!), chociaż bohaterka o imieniu Nadja niekoniecznie może jednoznacznie kojarzyć się z naszym krajem.
Niedawno obejrzałam jeden z wywiadów, jakich udzielił Thomas Vinterberg i spodobało mi się to, jak opowiedział, że istotą tego filmu jest skonfrontowanie zwykłych ludzi z tematem, który we współczesnym społeczeństwie stanowi jedno z największych tabu - molestowaniem dzieci - powiedział także, że przez cały film starał się utrzymać coś w rodzaju sympatii do tej społeczności (a przynajmniej do większości z osób), ponieważ tak naprawdę oglądając tę historię, mimo naszego oburzenia i narastającej wściekłości, nie możemy do końca potępić ich postępowania - to chyba jest najbardziej męczące, że zdajemy sobie sprawę z tego, że w obliczu takiego ciężkiego oskarżenia (bo przecież przez długi czas wszyscy są przekonani, że to prawda) logika i rozsądek zawodzą, a wówczas do głosu dochodzą przede wszystkim bardzo silne i negatywne emocje. Również Mads w wielu wypowiedziach stwierdził, że ten film dlatego tak mocno oddziałuje na ludzi, ponieważ pokazuje sytuację, w której nikt z nas nie chciałby się znaleźć - ani po jednej, ani po drugiej stronie i właściwie nawet oburzając się wewnętrznie, nie możemy ze 100% pewnością powiedzieć, że my zachowalibyśmy się zupełnie inaczej. To jest największa siła tego obrazu. 


Ze znacznie wcześniejszych filmów Madsa, warto również sięgnąć po "Open Hearts" (w oryginale Elsker dig for evigt) z 2002 r, bardzo ciekawy obraz nakręcony wg zasad Dogmy 95, w reżyserii Susanne Bier. To poruszająca historia czwórki ludzi, połączonych ze sobą dramatycznym wydarzeniem. Świat Joachima i jego narzeczonej, Cecille runął w gruzach w momencie bardzo poważnego wypadku chłopaka i od tego momentu każde z nich na swój sposób i z różnym skutkiem stara się dostosować do nowej sytuacji, miotając się jednocześnie z własnymi uczuciami, jak i stojącą pod znakiem zapytania przyszłością. Wypadek ten odciska również niezatarte piętno na życiu Marie i Nielsa (Mads Mikkelsen), wplątując ich w układ, z którego nie będzie łatwego wyjścia. To historia o ludzkich słabościach, namiętnościach, lęku przed samotnością, a także o tym, jak szybko i prosto można wszystko stracić - w dodatku pozbawiona wszelkich ozdobników, opiera się właściwie niemal wyłącznie na grze aktorów i głównie dlatego warto ją obejrzeć, bo wszystkie stworzone kreacje są rewelacyjne i właściwie przez cały film ciężko się zdecydować, komu powinniśmy kibicować, a kogo potępić, ponieważ postępowanie całej czwórki jest tak czysto ludzkie, że żadna z postaci nie jest ani w 100% pozytywna, ani zła. 


Ostatnim filmem, o którym chciałam wspomnieć w tej części, jest nieco dziwny niemiecki film pt. "Drzwi" (oryg. Die Tür) z 2009 r., który pewnie bym przeoczyła, gdyby nie fakt, że jakiś czas temu uparłam się zapoznać z całą (lub prawie całą) filmografią Madsa :) Obiektywnie to nieco inna klasa filmu niż dwa wspomniane wyżej tytuły, ale pomysł fabularny jest na tyle ciekawy (i dobrze zrealizowany), że może jednak kogoś zachęcę :) "Drzwi" to trochę dramat psychologiczny, trochę thriller, w którego centrum znajduje się ceniony artysta, David (Mads), zmagający się ze śmiercią ukochanej córki. Film zawiera elementy z pogranicza fantasy, próbuje także sprowokować widza do odpowiedzi na pytanie "co byś zrobił, gdybyś dostał kolejną szansę?" i to mi się w nim szalenie spodobało, tak samo jak dość subtelne połączenie osobistego wymiaru dramatu i żałoby po stracie dziecka z narastającą coraz bardziej mroczną atmosferą. Nie znaczy to jednak, że film nie ma wad, bo niestety tą zasadniczą (dla mnie) jest zdubbingowanie Madsa (film jest niemiecki, większość aktorów także, więc siłą rzeczy i główny bohater z założenia miał mówić czysto i bez obcego akcentu) - niestety bardzo negatywnie wpłynęło to na mój odbiór filmu, bo przez dłuższy czas miałam problem ze skupieniem się na fabule, słysząc inny głos wydobywający się z ust mojego ulubieńca...Poza tym niedociągnięciem, sama historia także nie jest idealna i można się przyczepić zarówno do braku logiki w pewnych momentach (zakończenie, które nie do końca ma sens, gdyby chcieć je dokładnie analizować), jak i do zbędnych elementów, ale mimo wszystko film sam w sobie jest dość interesujący i jeśli ktoś lubi takie nieoczywiste historie, to jest szansa, że mu się spodoba :)

A w kolejnej odsłonie filmografii Madsa będę pisać m.in. o dwóch starszych rewelacyjnych filmach - "Jabłkach Adama" oraz "Tuż po weselu", więc szykujcie się na sporą dawkę entuzjazmu :) Oprócz tego mam jeszcze w zanadrzu kilka szwedzkich tytułów, więc tak szybko Wam nie odpuszczę :) Ale tym, którzy mają trochę dosyć zdradzę, że w ramach przerywnika będzie też coś kosmetycznego :)

Znacie/lubicie Madsa? Oglądaliście któryś z wymienionych filmów? A może macie jakiś ulubiony tytuł z jego udziałem? 

10 komentarzy:

  1. Nie będę rozpisywać kolejnych ochów i achów na temat Polowania, są w pełni zasłużone, ale trzeba iść dalej :). Polecam natomiast cofnąć się do roku 1996. Film "Pusher" to debiut zarówno Madsa jak i reżysera Nicolasa Refna. Debiut tak udany, że Pusher doczekał się dwóch następnych części. Co ciekawe Mads, który w części pierwszej grał ważną, choć drugoplanową rolę, w następnych przebił się już na plan pierwszy. Sam film? Świetny, mocny, jednak nie dla wszystkich. Surowa opowieść o ulicy, narkotykach i nożu na gardle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pusher I i II są od dawna na mojej liście do obejrzenia, głównie właśnie ze wzgl. na Madsa (ale jedynka także ze wzgl. na Kima Bodnię), ale przyznam się, że to nie jest mój ulubiony rodzaj filmów - dlatego jeszcze ich nie obejrzałam - ale zmierzam w tym kierunku :)

      Usuń
  2. Widziałam tylko Polowanie z tych filmów wymienionych przez Ciebie, które było fenomenalne, teraz oglądam z tym aktorem hannibala. Bardzo go lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Hannibal jest niezwykły i jako serial jako całość, i jako postać :) Ale polecam także wcześniejsze filmy Madsa! Niedługo będzie cz.2 :)

      Usuń
  3. nie znam Madsa,ani w ogóle skandynawskiej filmografii..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest za późno, żeby poznać coś nowego :) I Szwedzi i Duńczycy są filmowo i aktorsko bardzo utalentowani, więc warto!

      Usuń
  4. Uwielbiam tego aktora odkąd obejrzałam Hannibala :) Oglądałam jeszcze film kostiumowy z jego udziałem (chyba Royal Affair - był to duński film), i choć film był taki sobie, to dla samego Madsa i kostiumów - warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Royal Affair też widziałam i mnie akurat film sam w sobie bardzo przypadł do gustu, zwłaszcza za bardzo dobrze przedstawioną postać graną przez Madsa oraz ciekawie pokazaną jego relację z królem i królową :)

      Usuń
  5. Poznałam Madsa około rok temu. Moim zdaniem najbardziej charakterystyczny, charyzmatyczny , utalentowany aktor. Znam niemal ( niemal... ponieważ wiele jego filmów jak również sztuk teatralnych jest niedostępnych lub są tylko fragmenty :( ) całą jego filmografię. Jestem rozczarowana tym , że znam go dopiero rok... ale w naszym kraju nie wiadomo dlaczego promocja kina skandynawskiego jest delikatnie rzecz biorąc kiepska... A mam wrażenie , że to duży błąd... bo to niezwykłe kino! Cieszę się bardzo , że Mads wywołuje coraz większe zainteresowanie. Dziękuję za recenzję i czekam na więcej :) .... A teraz czym prędzej biegnę szukać "Submarino" Winterberga...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale Twój komentarz wylądował w spamie i dopiero teraz go odkopałam :) Też uwielbiam kino skandynawskie (oczywiście upraszczam, bo wiadomo, że mają wiele świetnych filmów, ale i totalnych gniotów), no a fanką Madsa jestem od momentu kiedy zobaczyłam go kiedyś w Jabłkach Adama.
      Obiecuję, że w końcu się zbiorę do drugiej części wpisu o nim! :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz - jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś :)

Ale uprzedzam, że uwagi typu "super, obserwujemy?" lub "zapraszam do siebie", w moim przypadku odnoszą odwrotny skutek.

Ogólnie zaglądam do wszystkich, którzy pozostawiają po sobie jakiś ślad, a jak mi się spodoba, to nie trzeba mnie zachęcać do obserwowania :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...